ŁUKASZ DĘBOWSKI

Rekomendacje:
- Hard Land Of Wonder
- Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!
- Modern Rocking [Jewelcase]
- Aurum [Digipack]
- No! No! No! [Digipack]
- Granda [CD/DVD]
- Hard Working Classes [Digipack]
- Pin-up Princess [Digipack]
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 221
-
- Film o sobie [Jewelcase]
- PIN
- cena: 35,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-07-13
Zmarnowany potencjał (0 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Siłą napędową kolejnej płyty zespołu PIN pt. "Film o sobie" jest czysta piosenka. To ona tworzy obraz tego krążka. Bez doklejania nowoczesności, mieszania gatunków otrzymujemy kompozycje typowo popowe, melodyjne i zarazem nieco nudne. O ile świeżością i pewnym urokiem tętniły poprzednie dwa albumy, o tyle to wydarzenie, rozmywa się w ulotności zgromadzonych tu dźwięków. Niewątpliwie polskiej muzyce potrzeba prostych, lecz interesujących piosenek, jednak PIN tym razem zaczął zjadać swój własny ogon, gdzie obracając się wkoło własnych pomysłów, popadł w rutynową monotonię. Niezwykle dobry głos wokalisty Andrzeja Lamperta marnuje nieco swój potencjał w tej przewidywalności. Zespołowi zaczyna brakować pomysłów na kolejne utwory, co na tle wcześniejszych dokonań zaczyna wypadać blado. Nie znaczy to oczywiście, że zbiór tych piosenek nie może dostarczać odrobiny przyjemności. Znajdują się tu chwile warte zauważenia. Przebojowością zaraża "Zemsta jak pieszczona". Przejrzysty klimat "Słów jak ogień" emanuje delikatnym ciepłem, a singlowy "Film o sobie" ukazuje pewną przyzwoitość twórczą. Jednakże na tle całości gasną iskrzące nadzieją ciekawe momenty. Niby gitarowa rzetelność w utworze ""Abort" przyćmiona została banalnością twórczą. Zachęcający rockowy sznyt "Świtania" pozornie tylko rozpościera jakąś interesującą treść muzyczną, gdyż twórczy rozpęd został bezpiecznie sprowadzony do parteru. I tak najmocniejszy akcent w twórczości zespołu, został aranżacyjnie zepsuty. Patos kompozycji stworzonej na potrzeby Eurowizji pt. "Pinlady" z gościnnym udziałem sopranu Katarzyny Oleś-Blachy staje się przytłaczający, mimo iż wokalne brzmienie jest godne podziwu ze strony obu artystów. Niestety całość nie porywa, nie urzeka zwiewnością poprzednich dokonań. Czas dokonać pewnych zmian, które na nowo tchną świeżość w twórczość zespołu PIN. Warto również, żeby tak niezwykle zdolny wokalista rozwinął swoje skrzydła ponad dotychczasowe dokonania. Być może czas pomyśleć o solowych projektach? -
- Spider Web
- Tatiana
- cena: 34,67 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-07-09
Intrygujący wdzięk (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Druga solowa płyta Tatiany Okupnik pt. "Spider Web" przepełniona jest dźwiękami wyrzeźbionymi z żywego instrumentarium, stanowiącymi podstawę w odbiorze tych niezwykle udanych kompozycji. Pomimo pewnego oparcia tej muzyki na klasyce muzyki pop z lat 70-80, album brzmi bardzo współcześnie. Pozbawiony jest tendencyjnego marazmu nowoczesności, wyklucza skojarzenia z tendencyjnym pojmowaniem popu, który prostolinijnie kojarzyć się może z podrasowanym komputerowym bitem. Tutejsze odniesienia sięgają raczej lekkiego funku, soulu, czy nawet miękkiego jazzu. Ten krążek nagrany pod czujnym okiem angielskiej ekipy w Londynie, odcina się od tego, co może kojarzyć się z polskością. A raczej poszerza obszar na gruncie polskim, nie dokonując nic, co byłoby innowacyjne w Wielkiej Brytanii. Tą płytą bardziej zaskakuje polską publiczność, niż tamtejszą, gdzie taką ścieżką podążały już nie tak dawno chociażby Paloma Faith, Amy Winehouse, Imelda May. Jednak bynajmniej nie wyklucza to polskiej wokalistki, gdyż całość prezentuje się równie światowo i bezpretensjonalnie. A prócz tego Tatiana jest w najlepszej jak dotąd formie wokalnej. Jej głos brzmi w pełni świadomie, kobieco, niezwykle pewnie, przez co intryguje swoim wdziękiem. Jego rozpiętość zahacza o bardzo dalekie rejony muzyczne, a osobowość wokalistki zostawia szczyptę słowiańskiej duszy w tym piosenkach. Pięknie rozpościerają swoje nuty podszyty zmysłowością "Spider Web", lekko jazzujący "Tranquility" oraz emanujący ciepłą energią, podrasowany saksofonowym retro stylem "Coming My Way". Rozbrzmiewa słonecznym feelingiem "Sky is Red", rozbudza pozytywne emocje "So Long". Bardzo ciekawa płyta, jeszcze dojrzalszej artystycznie polskiej wokalistki. Takim talentem i wrażliwością warto obdzielić także inną publiczność niż tylko rodzimą. Na dobrej drodze znalazła się Tatiana, mimo iż łatwo jej nie będzie przebić się z tym repertuarem gdziekolwiek, gdyż nie jest w stanie nim zaskoczyć europejską publiczność. Być może jednak jestem w błędzie. Na polskie warunki cztery gwiazdki, na światowe jedynie trzy. -
- Boso
- Zakopower
- cena: 34,19 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-07-01
Góralska żywiołowość (4 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)
Zakopower zaszczepił na grunt polskiej muzyki żywiołowe połączenie podhalańskiej energii z popowo-rockową chwytliwością. Kolejny krążek w dorobku zespołu pt. "Boso" udowadnia, że ciągle bez zażenowania można sięgać do muzyki ludowej i poddając ją retuszowi współczesności muzycznej, wyciągać z niej to co jest naszym dobrem narodowym. Wiele tu typowo góralskiej żywiołowości, która płynąc z wokalem Sebastiana Karpiela, wypełnia kompozycje nie zawsze jednak na tyle doskonałe, by móc zatrzymywać się na dłużej w pamięci słuchacza. Owszem różnorodność instrumentarium wyróżnia ten krążek od pozostałych, jednak pewna konkretność zostaje chwilami odurzona kłopotliwością twórczą. Być może zabieg nagrania płyty na tzw. "setkę", czyli rejestrowania całych utworów w całości, nie przyniósł do końca pożądany efekt. Oczywiście nie brakuje tu dojrzałości twórczej, pewnego wręcz wyrafinowania dźwięków, jednak spontaniczność grania na żywo wprowadza lekki harmider w bądź co bądź, ciągle mocno udane utwory. I mimo, że jest bardzo dobrze brakuje pewnego przebicia, które było niekwestionowanym prowadzącym poprzedniego krążka "Na siedem". Jednakże ciężko przyczepić się do świetnej, tętniącej życiem i podhalańskim brzmieniem kompozycji tytułowej "Boso". Nie gorzej prezentują się, podszyta najlepszą góralszczyzną oraz saksofonowym urozmaiceniem "Kropla", niezwykle przebojowy "Idzie holny" oraz wdzięczny w odbiorze, podrasowany rockowym podtekstem w refrenie "Chodnik w jednom strone". Nie zabrakło też miejsca dla prawdziwej muzycznej perełki. Odurza emocjonalną pełnią, mocno intrygujący, choć nieco spokojniejszy utwór pt. "Drętwa mowa". Ciągle mamy do czynienia z Zakopowerem w najlepszym wydaniu i mimo, że trudno dorównać tej płycie do doskonałości poprzedniego krążka, to "Boso" nie rozczarowuje ani w warstwie tekstowej, ani też muzycznej. -
- Back In Town [Książka+CD]
- John Porter
- cena: 32,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-06-15
Chropowata prawdomówność (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Back In Town" to solowa płyta Johna Portera, który po ostatnich artystycznych dokonaniach z Anitą Lipnicką postawił na brudny, niemelodyjny, jednakże zarazem bardzo klimatyczny melanż gitary z opowieściami doświadczonego faceta, uciekającego od tego co modne we współczesnej muzyce. Największą wartością tego albumu jest prawda przelewająca się w każdej sekundzie wybrzmiewania żywego repertuaru, połączonej z celowo niedopracowanym wokalem. Te krótkie historie to uderzająca energia rockowej autentyczności, która jednak nie drzemie w intensywności szarpania strun, tylko w duchowej nostalgii do niedzisiejszego artystycznego spojrzenia na muzykę. Każdy moment wyłaniający się z tego krążka to przeszyty własnymi przemyśleniami, trochę minimalistyczny fragment wydarty z wrażliwości Johna Portera. Do tego podrasowanie alternatywnym sznytem bluesowej spontaniczności, daje obraz niezwykle inspirujący. Nie brakuje chwil noszonych na szorstkich nutach alternatywy - "Piece Of Paradise". A także podbitych mocniejszym bitem perkusji jak w "Evil One". Jest miejsce też na bardziej cierpką, brzmieniową nostalgię "Never Really There", a także knajpianą prostotę "No More Whisky". To wszystko rysuje obraz całości trochę nieprzystępnej, czasem wręcz odpychającej dla słuchacza. Jednak przy pokonaniu pewnych barier można odnaleźć w tych nieoszlifowanych, wręcz matowych kompozycjach jakąś iskrę, która sprawi, że rozpali chęć do sięgania od czasu do czasu po ten krążek. Być może album "Back In Town" został poniekąd nagrany przez Johna Portera tylko dla siebie, bo takie można mieć ogólne wrażenie. Jednakże chropowata prawdomówność jest na tyle silna, że pozwoli odnaleźć własną część, każdemu kto przekona się w choć najmniejszym stopniu do tej płyty. Trudna to jest podróż, jednakże potrafiąca się zrewanżować, może nie do końca przyjemnymi, ale na pewno prawdziwymi doznaniami. W tej powierzchownej brzydocie jest siła. Do tego profesjonalizm Johna Portera wypełnia obszar istotności tego wydarzenia. -
- Rules Changed Up [Digipack]
- Piotr Lisiecki
- cena: 23,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-06-05
Wysoka jakość (2 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Piotr Lisiecki to artysta, który jest niepodważalnym przykładem, że programy typu "Mam talent" mają sens. Często w tłumie zdolnych, lecz banalnych postaci, znajdują się pełne artystycznie osobowości, które omijając plastikową otoczkę popową, odnajdują aprobatę, dzięki swej niszowej szlachetności muzycznej. Debiutancki krążek młodego wokalisty pt. "Rules Changed Up" jest pewnym wyznacznikiem wysokiej jakości twórczej. Kompozytorem wszystkich premierowych piosenek został sam Piotr, mimo że główny dowodzący na tym albumie to Robert Amirian (producent, aranżer, instrumentalista), współpracujący niegdyś z głośnymi nazwiskami polskiej sceny muzycznej tj. Kayah, Kowalską, Lipnicką. Pewien pośpiech wydania tej płyty nie odbił się negatywnie na jej zawartości. Wręcz przeciwnie otrzymaliśmy zbiór prostych utworów, nasyconych naturalnością brzmień akustycznych oraz ujmujący wrażliwością artysty. Lekko countrowy rytm singlowego utworu "Gram o wszystko" dodaje kolorytu kompozycji. Wymyka się gitarowym konwenansom, pełna żywotności kompozycja "Skazani na siebie". Niezwykle ciekawie przedstawia się tętniący talentem i indywidualnością Lisieckiego "Ikar plonie". Urzeka spokojnym nastrojem, a także stonowanym wokalem piosenka "To miasto jest złe". Trzeba wspomnieć także o genialnych coverach, z których "Jolene" z repertuaru Dolly Parton to prawdziwy ogród muzycznej dostojności, ukryty w nieprzeciętnej skromności Piotra Lisieckiego. W tej oszczędności aranżacyjnej, prostocie kompozytorskiej i pozornej zwyczajności drzemie jakiś ogromny potencjał artystyczny, który miejmy nadzieje pełniej zaistnieje już na kolejnej, jeszcze dojrzalszej, bardziej dopracowanej płycie tego świetnie zapowiadającego się wokalisty. Jest doskonale, lecz z większą świadomością samego debiutanta możemy otrzymać genialne piosenki, iskrzące pełnią intelektu muzycznego, który niewątpliwie cechuje Piotra. Po "Rules Changed Up" nie pozostają wątpliwości, że tak się stanie. Mamy wreszcie wokalistę, który miejmy nadzieję, na stałe zagości na rodzimym rynku muzycznym i tym samym bez blichtru kolorowych czasopism będzie po stronie twórców sztuki muzycznej w Polsce. -
- Mikis / Wolski [Digipack]
- Mikis Cupas, Adam Wolski
- cena: 6,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-04-26
Pretensjonalnie (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
"Mikis/Wolski" to wspólny projekt byłego gitarzysty Wilków - Mikisa Cupasa i frontmana zespołu Golden Life - Adama Wolskiego. Piosenki tu zgromadzone charakteryzują się dużą przystępnością muzyczną, odwołując się chwilami zbyt pretensjonalnie do lat 90 w polskiej muzyce pop-rockowej. Melodyjność i pewna chwytliwość tych kompozycji jest niepodważalna, jednakże uchwycenie ich w przewidywalnej formie ujmuje całości. Nie można też odmówić artystom autentyczności, jednakże to nie wznosi tego krążka na artystyczne wyżyny. Namiastka wspomnianego klimatu gitarowego brzmienia sprzed kilkunastu lat jawi się niezmiernie słabo, nie powodując nostalgii za minionymi latami 90, obfitującymi w duże wydarzenia muzyczne. Owszem bardzo pozytywnie prezentuje się utwór "Serce", nie gorzej przedstawia się "Przepraszam, to nie tak". Spokojny nastrój gitarowej ballady "Nie zatrzymasz koła życia" również nie przynosi wstydu. Akustyczny wymiar tej kompozycji miewa się bardzo dobrze. Należy mieć jednak obawy czy zapatrywanie się w miniony czas nie staje się zbyt napastliwe, tym bardziej, że nie dostarcza ogromu wrażeń. Najlepsze utwory panowie zostawili w swoich macierzystych grupach, a ten krążek jawi się niestety jak wypadek przy pracy. Z całym szacunkiem do niebagatelnych dokonań obu panów i ich wkładu w historię polskiej muzyki, ale to wydarzenie staje się jedynie czkawką przeszłości, nie wnosząc absolutnie nic we współczesność. Nie należy całkowicie unikać możliwości zapoznania się z tym materiałem. Pomimo wyblakłej istoty albumu "Mikis/Wolski", kilka dźwięków brzmi po prostu ładnie, teksty są zdecydowanie o czymś, a interesujący wokal Adama Wolskiego mówi, że artysta jest ciągle w doskonałej formie. Jednakże nijak ma się to do chociażby świetnej, w pełni rockowej płyty zespołu Golden Life pt. "Hello, hello" z 2008 roku. -
- Eli [Jewelcase]
- Varius Manx
- cena: 36,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-04-20
Pewne zadowolenie (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Idąc z duchem czasu Varius Manx na nowej płycie pt. "Eli" połączył świeże, współczesne brzmienie z charakterystycznym klimatem twórczości zespołu. Niemal każdy utwór podszyty jest zmysłową melancholią, który w koalicji z przykuwającym uwagę głosem nowej wokalistki Anny Józefiny Lubienieckiej prezentuje się niestety tylko dobrze. Rozmywający się obraz przyjemnych chwil splecionych z ładnych dźwięków trafiają jedynie w przeciętność. Nie porywa już jak to było kiedyś głęboka otchłań muzyczna. Delikatność twórcza tym razem powoduje uczucie niedosytu, miejscami wręcz znużenia. Ciekawie przedstawia się intrygująca "Harfa", gdzie spowolniony puls piosenki nadaje trudnego do sprecyzowania, tajemniczego klimatu. Z rozpoznawalną nutą ciepłej ballady wyłaniają się "Jednym ruchem serca" i "Przebudzenie". Nie zabrakło też akcentu instrumentalnego w postaci tytułowego "Eli". Miłym akcentem są dwa teksty Anity Lipnickiej, pierwszej wokalistki zespołu, napisanych do wyżej wspomnianych balladowych utworów. Niestety trącą monotonią "Tam gdzie nie ma nas", "Siedem" i "Zaczekam". Chwilami wręcz można mieć wrażenie, że całość jest jakby rozwlekła, przez co nieco umykająca uwadze. Mimo pewnych niedoskonałości nowy krążek należy do udanych, gdyż we współczesności muzycznej coraz trudniej dostrzec zwykłą piosenkę. Zastrzyk przyjemnej melodyjności z charyzmą utalentowanej wokalistki rodzi pewne zadowolenie. Mimo iż nie wykorzystano w pełni drzemiącego potencjału w tych jakże niemodnych na owe czasy kompozycjach, to warto zaznajomić się z zawartością pierwszego od siedmiu lat premierowego krążka zespołu Varius Manx. -
- Hard Working Classes [Digipack]
- Sorry Boys
- cena: 36,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-03-22
Genialny debiut (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Prawdziwie zjawiskowe debiuty są ciągle rzadkością jeśli chodzi o polski rynek muzyczny. Choć mówienie o pierwszym krążku zespołu Sorry Boys pt. "Hard Working Classes" jedynie w kategoriach rodzimego podwórka mogłoby być krzywdzące. Pierwsze co nasuwa się po przesłuchaniu tej płyty, to rozpychanie się zgromadzonego tu materiału poza granice naszego kraju. I to nie tylko przez fakt anglojęzycznego repertuaru ale emanującej dojrzałości twórczej, świadomości artystycznej i rozmachu aranżacyjnego. Klimat całości jest na tyle rozwinięty, że nie budzi skojarzeń z nachalnością zapożyczeń. Pozbawiając się całkowicie jakichkolwiek kompleksów otrzymujemy zestaw świetnych kompozycji wymykających się komercyjnemu obiegowi, przez co polskie rozgłośnie radiowe niekoniecznie umieszczą ten zespół na swoich skostniałych playlistach. A szkoda bo ta muzyka poszerza horyzonty myślowe, pobudzając emocjonalność wyrafinowanego słuchacza. Otwierająca kompozycja tytułowa doskonale nakreśla z czym mamy do czynienia. To muzyka wymagająca lekkiego zaangażowania, choć nie na tyle trudna by mieć problemy z dotarciem do odbiorcy. Przykuwa uwagę "Cancer Sign Love", gdzie wielowarstwowość delikatnych gitar w połączeniu z niezwykle zmysłowym głosem wokalistki Izy Komoszyńskiej rozpościera hipnotyzujący nastrój. Czasem jest bardziej niepokojąco. Poruszający podtekst unosi ponad przeciętność znakomity kawałek "Trains Go Everywhere". Ta niejednostajność uczuciowa i niebanalna wielowymiarowość podsyca zainteresowanie. Genialnie wybrzmiewa neurotyczny "Roe Deer At A Rodeo", gdzie przybrudzona melancholia dodaje niewątpliwego charakteru tej kompozycji. Pewne wątki budzą skojarzenia z wybitnym albumem Pati Yang pt. "Silent Treatment" z 2005 roku, prezentując się równie autentycznie. Osobliwość, która wyłania się z każdego dźwięku zapisanego w tych piosenkach, staje się pewnego rodzaju ozdobnikiem, całkowicie wymykającym się z sideł stereotypowego pojmowania muzyki. Siła tego rewelacyjnego debiutu drzemie właśnie w tych trudnych do nazwania emocjach, które ożywiają każdą chwilę absorbującego zbioru utworów mieszczących się w kategoriach awangardowego popu. Dlatego "Hard Working Classes" staje na monumencie czegoś niezwykle genialnego. -
- Smolik 4 [Digipack]
- Andrzej Smolik
- cena: 39,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-03-07
Poprawnie (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Bezdyskusyjnie najnowsza pozycja w dorobku Andrzeja Smolika "4" emanuje dojrzałością brzmień, błogo balansując pomiędzy melodyjnym popem i wyrafinowaną niepospolitością. Jednak kolejny zbiór piosenek nie zachwyca aż tak bardzo jak bezsprzecznie świetny poprzedni krążek "3". Niby nic się nie zmieniło, wciąż te same ciepłe brzmienia, miękkie kompozycje, celnie dobrana lista gości. A mimo to, ta płyta nie porywa tak mocno, jak to było przy poprzednich produkcjach. Czasem wręcz nuży, nie dostarczając maksymalnej dawki przyjemności. Lekko rozmyty koloryt poszczególnych piosenek rozprasza nastrój muzycznej swobody. Niestety po wysłuchaniu całości niewiele pozostaje w pamięci. Poprzez swoją bezbarwność giną gdzieś takie utwory jak "Not Always Happy" z udziałem Jose T. De Sousy lub "Forget Me Not" z Emmanuelle Seigner. W bezpiecznym, spokojnym klimacie znikają również goście zaproszeni na ten album. Broni się "Memotion", gdzie Mika Urbaniak dodaje jak zwykle silnego charakteru mocno udanej piosence. Wyróżnia się też otwierający krążek "S.O.S. Songs" z Gabą Kulką, prezentującej doskonałą formę interpretacyjną. Przyglądając się każdej kompozycji z osobna dostrzeżemy jej piękno, doskonale zaaranżowaną warstwę instrumentalną i miękkość poszczególnych dźwięków. Jednak spoglądając na całość z góry jest zbyt jednostajnie, często jednowymiarowo, przez co ciekawe momenty zwyczajnie są trudno zauważalne. Pewne smaczki, które ta płyta posiada po prostu rozpływają się w potoku małej wyrazistości. Oczywiście na tle muzyki popowej ten album to ciągle wysoki poziom. Jednak w stawianiu ocen Smolikowi, przyglądając się jego twórczości trzeba obniżyć notę. Lepiej sięgnąć po poprzednie dokonania artysty. "4" zwyczajnie nie obezwładnia słuchacza swoimi bądź co bądź ciągle udanymi kompozycjami. -
- Wszyscy muzycy to wojownicy [Digipack]
- Voo Voo
- cena: 37,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-02-09
Rockowa konwencja
Płytą "Wszyscy muzycy to wojownicy" grupa Voo Voo odsłania swoją bardziej rockandrollową stronę. Dawno nie można było usłyszeć Wojciecha Waglewskiego w tak brudnym, wręcz jazgotliwie rockowym repertuarze. Przez to całość jawi się niezwykle spójnie, tym bardziej, że została nagrana w konwencji "na żywo". Bez zbędnego dopieszczania i poprawiania otrzymujemy krążek nacechowany dosadną konkretnością artystyczną. Wiele tu gitarowego łomotu ale wszystko w ramach charakterystycznych dla zespołu. Dlatego nie zabrakło także innych instrumentów tj. saksofon, harmonijka, klarnet basowy, bębny, które wyrywają ten album z typowo rockowego sojuszu. Już otwierająca "Zbroja" wprowadza w klimat typowy dla tego wydarzenia. Pełna ekspresji, wręcz spontanicznego hałasu piosenka poniekąd obrazuje to, czego można spodziewać się po tym albumie. Oczywiście nie jest tylko tak, że potężna przenikliwość szarpanych strun przykrywa poszczególne kompozycje. Nie brakuje chwil prawdziwie ujmujących, inteligentnie ukazujących spostrzeżenia w tekstach, jak zwykle trafnie opisujących rzeczywistość widzianą z perspektywy Waglewskiego. Niezwykle ciekawie wybrzmiewa lekko niepokojący "Osioł", a także doskonała w swej liryczności piosenka "Język, gęba, strój". Być może ta płyta to wynik współpracy Wojciecha z synami, którzy nie tak dawno ukazali swoją mocno rockową stronę w założonym przez nich zespole Kim Nowak. Pewnie nieprzypadkowo Piotr Waglewski występuje tu w roli producenta. I być może dlatego kipi aż od gitarowego zacięcia, czego kolejnym przykładem będzie bezkompromisowy kawałek "Mają się nas bać". Jakby na to nie spojrzeć końcowy rezultat jest interesujący. Voo Voo pozostaje w hermetycznej konwencji, która nadaje niepodrabianej indywidualności każdej chwili muzyki wyłaniającej się z intrygującego krążka "Wszyscy muzycy to wojownicy". Dobre piosenki dla wytrawnego słuchacza.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













