stały recenzent  ŁUKASZ DĘBOWSKI 3

Rekomendacje:

  1. Hard Land Of Wonder
  2. Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!
  3. Modern Rocking [Jewelcase]
  4. Aurum [Digipack]
  5. No! No! No! [Digipack]
  6. Granda [CD/DVD]
  7. Hard Working Classes [Digipack]
  8. Pin-up Princess [Digipack]

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 213

  • To co dobre [Digipack]

    ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-02-08

    Surowa oprawa

    Andrzej Piaseczny na nowym krążku pt. "To co dobre" podąża dobrze znaną drogą, obraną już na poprzedniej studyjnej płycie. Duża w tym zasługa Seweryna Krajewskiego, którego większość kompozycji znalazła tu swoje miejsce. Aczkolwiek słuchając tych piosenek, ciągle istniejących w charakterystycznym popowym brzmieniu, trzeba zauważyć bardziej surową oprawę. Pewne niemodne spojrzenie na zwyczajowo podane melodie dodają świeżości jeżeli chodzi o twórczość Andrzeja. Wyraźnie nakreślone instrumentarium wydobywa jakąś szlachetność. Zasługa to oczywicie współpracy z Henrym Hirschem, który poprzez swoją produkcję za oceanem nadał nieco innego kolorytu. Dużo w tych utworach naturalności, ale niestety też pojawiającej się błahości. Całość nie prezentuje się aż tak bardzo interesująco, by rozsmakowywać się w tym analogowym zaszczepieniu dźwięków. Owszem są chwile prawdziwie przykuwające uwagę, jak chociażby bezpretensjonalnie niosący się na wyraźnie zarysowanych gitarach kawałek "Wielkie lśnienie". Przyciągają urzekającą melodyjnością "Okruchy z jesieni". Pełnią rozpoznawalnej wrażliwości artysty kipi piosenka "Miłość nie chce czekać ani dnia". Więcej tu udanych, stylowych, ale też niekiedy mało porywających momentów. Chwilami być może całość zbyt mocno trąci przewidywalnością, jednak w indywidualiźmie samego Andrzeja Piasecznego nie staje się ona czymś uporczywym. Wokalista i autor tekstów umie przykuwać uwagę swoją prawdziwością przekazu, która wypływa z jego wenętrznej potrzeby dzielenia się nią. I na pewno płyta "To co dobre" jest kwintensencją jego samego. Autentyczność tego wydarzenia wynika z niezaprzeczalnej świadomości artystycznej, którą niewątpliwe Andrzej posiada.
  • Mutanty
    • Mutanty
    • Kobiety
    • cena: 36,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-01-17

    Pozytywne wibracje   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Płyta zespołu Kobiety pt. "Mutanty" to rzetelnie skrojone piosenki z dużą dawką pop-artowego zabarwienia, gdzie łatwość przekazu w lekkich i pogodnych kompozycjach nie kojarzy się z czymś przewidywalnie miałkim. Pewne wyrafinowanie i ciepło przelewające się w twórczości tej grupy wprowadza pozytywny nastrój. Nie znaczy to jednak, że wszystko jest tak słonecznie podane, gdzie bez odrobiny wysiłku możemy przepuścić tą muzykę przez siebie. Wymykanie się oczywistości przykuwa uwagę. Mimo pozytywnych wibracji teksty zahaczają również o melancholię, a nawet smutek. Z tym, że w klimacie charakterystycznym dla Kobiet, nie są one na tyle odczuwalne i przygnębiające, by wysnuwać z nich głęboko posuniętą ponurość. Prócz zwiewnej lekkości w "Nowym wspaniałym świecie", otrzymujemy też większą istotność chociażby w doskonałych "Radiowozach". Warto zmierzyć się z przebojowością mocno chwytliwego "Guru". Ciekawie też przedstawia się z wyraźnie zarysowanym instrumentarium utwór "Tak pięknie nie kłamał nikt". Zresztą prostota tych piosenek, gdzie poszczególne instrumenty (gitary, kontrabas, puzon, mandolina itd.) są niemal na jednakowym poziomie ważności, przemawia za wartością tego krążka. Do tego nienachalny ton "Mutantów" staje się prawdziwe ujmującym obrazem wyraźnie, lecz bez wstydu zobrazowanych historii. Niemodnie, ale jakże intrygująco w tej plastycznej otoczce kameralnego popu jawi się zespół Grzegorza Nawrockiego.
  • Opisanie świata [Slipcase]

    ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-12-30

    Puste wydumanie

    Na nowej płycie Piotra Rubika pt."Opisanie Świata" wyczuwalny jest uporczywy dysonans. Rozpatrując ten album w kategoriach muzyki popularnej cały rozmach stworzenia tego krążka wraz z wieloma wokalistami, orkiestrą, chórem i muzykami niesie jedynie puste wydumanie, wraz z charakterystczną porcją patetyzmu. Jednak gdyby przyjrzeć się temu wydarzeniu z innej strony, Rubik to wiedzący czego chce osiągnąć twórca muzyki, której namiastki można by rozwinąć w nieco zmienionej formie jako tło do musicali, przedstawień teatralnych lub nawet filmu. Niestety póki co artysta podąża drogą, która przyniosła mu największy sukces, przecierając szlaki, które już dawno zostały wydeptane, serwując kolejną porcję przewidywalnych, nadmuchanych banałem i rutyną rzewności piosenek. Do tego używa swojego głosu jako wokalista, co jest już absolutnym kuriozum w "Piosence dla Helenki". Owszem trzeba docenić ogrom pracy, który został włożony w ten album. Poskładanie tego wszystkiego w jedną całość wymaga dużych pokładów nie tylko finansowych, ale rzemieśliczych. Bo niestety Piotr Rubik stał się tylko rzemieślnikiem, obrazującym muzykę w sposób oczywisty. Zapomniał, że nadawaniu emocji nie służą setki instrumentów i chórów, a jedynie artystyczna wrażliwość, która powinna unosić się ponad całym zamieszaniem. Dlatego już więcej wyczucia słychać w bardziej stonowanej kompozycji "Twój wiersz szuka ust", czy w "Zawsze chodzi o pieniądze" o lekko musicalowym podtekście. Trzeba zauważyć także najciekawszy głos na całej płycie. Michał Gasz to wokalista nietuzinkowy, który świetnie sprowdza się w solowych wykonaniach. Na tym jednak kończą dobre strony tej płyty. Zbyt duże przeładowanie cyrkowym wystrojem paraliżuje muzykę tu zawartą. Na nic to nowatorskie w twórczości Rubika gitarowe brzmienie. Niestety takie balansowanie po cienkiej granicy pomiędzy sztuką, a tandetnym zgrywaniem napompowanych piosenek staje się niebezpieczne, tym bardziej, że "Opisanie Świata" pozostaje niemal w całości po tej niechlubnej stronie.
  • Trzy metry ponad ziemią

    ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-12-29

    Przemyślana forma   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Trzecia płyta Poluzjantów pt. "Trzy metry ponad ziemią" to materiał brzmiący najciekawiej z dotychczasowych osiągnięć zespołu. Dopracowanie muzyczne tego krążka nie zabija emocjonalności, która żyje tu znanym energetycznym klimatem, charakterystycznym dla dokonań grupy. Pewne funkowe dźwięki podane w lekkiej, ale jakże przemyślanej formie dodają kolorytu i nieprzeciętności popowej wymowie tych piosenek. Do tego doskonale jawiące się instrumentarium potwierdza klasę Poluzjantów. Zresztą nie ma się co dziwić, w skład zespołu wchodzą w końcu wykwalifikowani muzycy. Ciekawie wypełnia przestrzeń otwierający utwór tytułowy "Trzy metry ponad ziemią", gdzie nowocześnie podane klawisze są pewnym nowum w twórczości zespołu. Równie intrygująco chwyta "Seryjny grzech" prezentujący się nieco bardziej gitarowo od tego, co grupa prezentowała dotychczas. W większości jednak mamy zgrabnie podany i zaaranżowany pop, gdzie niesilenie się na modę, przynosi najlepszy rezultat. Mimo to nie można odmówić przebojowości "Miejskiego", czy też bardzo wciągającej kompozycji "Na ostrzu noża". Chwytają także spokojniejsze, lekko pulsujące momenty, nadające wielowymiarowości temu krążkowi. "Czarno biały" to chwila muzycznego uspokojenia. Pewna muzyczna koordynacja z wokalem Kuby Badacha prezentuje się tu bardzo ujmująco. Dużą dawkę wyciszenia otrzymujemy jednak w końcowym kawałku pt. "Zamykam oczy", gdzie wartości dodaje nie sam utwór, ale przestrzeń stworzona wokół niego. Teksty Janusza Onufrowicza może nie są wyżyną twórczą jednak w zgrabny sposób opisują w większości relacje damsko-męskie, przyjemnie wtapiając się w całość. Trzeba przyznać, że ta płyta to istotny fragment w dorobku Poluzjantów. Być może nie aż tak ważny w historii muzyki rozrywkowej w Polsce, jednak mający w niej swoje zasłużone miejsce.
  • Drugi raz
    • Drugi raz
    • Kasia Wilk
    • cena: 38,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-12-22

    Przenikliwa ingerencja   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Druga solowa płyta Kasi Wilk pt. "Drugi raz" to kolejne mocne uderzenie wokalistki. I może nie tyle w warstwie muzycznej, gdzie dominuje zgrabnie podany pop, ale w emocjonalnej i charyzmatycznej odsłonie samej Kasi. Owszem nie każdy utwór jest pełną obrazowością ciekawego zasięgu muzycznego, jednak w przypadku, gdzie występuje pewien balans gitarowy z urzekającą melodyjnością dostajemy przyzwoitość w najwyższym wymiarze artystycznym. Niezwykle interesująco wybrzmiewa znany z rozgłośni radiowych "Escape", gdzie siła rzemiosła, z magnetyczną osobowością uwidacznia pełną energetyczność twórczą. Impet tej kompozycji staje się niezwykle ciekawym momentem albumu. Podobnie dzieje się w stopniowo rozpędzającej się i zarażającej swoim wigorem piosence "Gubię się". Przebojowo, lecz również harmonijnie oraz mocno intrygująco wybrzmiewają "Przeżyć dzień", "Być może" i "Po prostu". Miejsca nie zabrakło też na bardziej szlachetne, spokojniejsze momenty gdzie najjaśniej prezentuje się "W tajemnicy". Ciekawie napędza się hipnotyzującą werwą "Płacz i płać". Jednak trzeba przyznać, że każda z tych chwil prezentowałaby się ubogo, gdyby nie temperament utalentowanej Kasi Wilk. Bez jej przenikliwej ingerencji oraz dużego zaangażowania, nie otrzymalibyśmy tak dobrego albumu. To jej indywidualność unosi całość ponad przeciętność. I nie do końca zrozumiałe jest dlaczego jej nazwiska nie wymienia się ciągle w rzędzie najciekawszych wokalistek w naszym kraju. Przecież ten album potwierdza nie tylko, że ma coś do powiedzenia, potrafiąc zgrabnie w słowa i dźwięki ubierać pewne historie, ale także posiada ogromny magnetyzm, który stawia Kasię na wyżynie artystycznej istotności. I pewne odgrywanie znanych patentów muzycznych nie umniejsza w tym wypadku wartości tego krążka.
  • Pin-up Princess [Digipack]

    ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-12-06

    Odpowiednia przystępność   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Kolejna w dorobku Katarzyny Groniec płyta pt. "Pin-up Princess" to zbiór piosenek wypełniony po brzegi różnorodnymi przemyśleniami wyciągniętymi z życia kobiety, gdzie nie brakuje melodyjnych piosenek zapisanych w prostocie i rytmie, głównego współkompozytora Wojciecha Waglewskiego. Ten krążek to artystyczny oddech w dyskografii wokalistki. Więcej tu lżejszych utworów, okraszonych szczypną uśmiechu i dystansu. Nie brakuje także pewnej nostalgii oraz zadumy. Do tych należą bardzo pięknie zaserwowane kompozycje "Trawa" i nieco bardziej ożywiona sekcją perkusyjną piosenka "Ruski", jedyna skomponowana przez samą artystkę. Ciekawostką jest również gościnny udział części zespołu Kapeli ze Wsi Warszawa, która nadała pozytywnej ludowej nuty chociażby w porywających "Starych Babkach". Warto zasłuchać się również w przepełnionej intymną ciszą "Szeptance" oraz wykwintnym "Świcie", brzmiącym niezwykle urzekająco. Najbardziej jednak zaskakuje wieńczący płytę "Już nie zapalę" z na pozór absurdalnym tekstem, gdzie współistnienie Waglewskiego przywodzi na myśl próbę przed nagraniem tego krążka. Puenta jest jednak zaskakująca i warto zmierzyć się z nią samemu, by dostrzec w niej nutę żartu. Przykuwa uwagę również lekko przerażająca w swej wymowie "Skleroza". Do tego zaangażowanie wokalistki w poszczególne piosenki przypomina, że Katarzyna Groniec to nie tylko doskonała artystka estradowa, ale także aktorka, która oddaje część tej dziedziny w produkcjach muzycznych. Ten album to dowód na to, że wokalistka jest bardzo wszechstronna stylistycznie, choć obracająca się w wysmakowanych przedsięwzięciach. Istotność tego wydarzenia, jest na tyle silna, by zostać pominiętą przez pewne komercyjne kręgi zasięgu muzyki, jednak nie na tyle trudna, by nie móc czerpać z niej ogromnej przyjemności, także czysto rozrywkowej. Doskonała płyta świetnej artystki, pełna wysmakowania, artystycznego wyważenia i odpowiedniej przystępności, gdzie piosenka staje się sednem godnym większej uwagi. Do "Pin-up Princess" chce się wracać, bo za każdym razem łatwo odnaleźć w niej jakiś ciekawy element, przy którym można się zatrzymać lub odnieść go do swojego życia.
  • The B.O.M.B.
    • The B.O.M.B.
    • Afromental
    • cena: 31,02 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-12-06

    Z potencjałem

    Na nowej płycie "The B.O.M.B." zespołu Afromental otrzymujemy dużą różnorodność muzyczną, przepływającą od typowego popu, rockowych gitar, aż po elektroniczne zestawienia z pulsacją R'n'B, reggae'wego rytmu i hip-hopowych zaśpiewów. Wszystko jawi się zmyślnie, mocno przebojowo, choć też trochę chaotycznie. Eksplozja dźwięków pobudza wyobraźnię, dostarcza pozytywnej rozrywki, ale czasem przytłacza co chwilę wybuchającymi niespodziankami, które w połowie płyty przestają już być zaskakujące. Jednak trzeba przyznać, że pomysłowość artystyczna siedmiorga członków grupy jest faktycznie niewyczerpywalna. Do tego dobre brzmienie tego krążka pokazuje, że mamy do czynienia z czymś, co zostało stworzone bez typowo polskich kompleksów. Zamiast kopiowania zużytych wzorców zza oceanu, otrzymujemy świeżość tego wszystkiego co już dobrze znamy w muzyce, ale w lekko zdekonstruowanej strukturze. Całość prezentuje się przyzwoicie jak na twórczość bandu znad Wisły. Anglojęzyczne teksty w tym wypadku to być może dobre rozwiązanie, bo często w tego typu produkcjach polski język prezentuje się dosyć pretensjonalnie. Większość materiału to mocno energetyczne momenty, w których dominuje duża żywiołowość i niestety również pewne przeładowanie stylistyczne. Owszem porywają swoją rozszalałą inwencją utwory "The Bomb", "Fly Away" i "Naughty By Danger". Cieszy gościnny udział utalentowanej Anny Karwan w "I'm Right Here". Ciekawie prezentuje się odznaczający pewnym dramatyzmem "Rise of the Rage". Niestety pojawiają się kawałki, które przytłaczają wręcz swoją strukturą, jak chociażby "Love Song, Not", gdzie pewna werwa staje się przerysowana i zwyczajnie męcząca. Chciałoby się złapać też trochę oddechu w tym ciągle pędzącym pociągu muzycznej dynamiki. Warto byłoby czasem zwolnić, bo wtedy łatwiej dostrzec potencjał bezprzecznie istniejący w krążku "The B.O.M.B." zespołu Afromental.
  • Signs/Znaki
    • Signs/Znaki
    • Mieczysław Szcześniak
    • cena: 39,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-11-28

    W rozkroku   (3 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)

    W przyzwoitym brzmieniu płyty "Signs" Mieczysława Szcześniaka przeszkadza nieistotność tych piosenek. Doskonała produkcja nie przesłania słabych melodii, które niestety pozostają jedynie mało kompletnymi dopełniaczami tego krążka. I nie ratuje ich świetny wokalista, jakim niewątpliwie jest Mietek. Oczekiwania w stosunku do tego wydarzenia były ogromne, dlatego pojawiające się rozczarowanie. Nagranie niemal w pełni angielskiego albumu nie jest do końca zrozumiałe. Bo pomimo amerykańskich gości i częściowej realizacji w Los Angeles, to płyta skierowana na rynek polski, więc takie stanie w rozkroku międzykulturowym nie krystalizuje odbiorców i nie przynosi niczego interesującego. Muzycznie całość prezentuje się jakby w niepełnym wymiarze. Z jednej strony gitarowe brzmienie artystki Wendy Waldman, zahaczające o blues w "No Angel", z drugiej jakieś nieśmiałe próby bratania się z muzyką gospel w "Every Body And Soul" nie wypełniają przestrzeni muzycznej. A dlatego, że jest to nieco strzępkowe i nie do końca czytelne. Już lepiej staje się kiedy artysta stawia na bardziej popowe, ale mające jakąś ciekawą nutę piosenki, jak chociażby tytułowe "Sings". Niestety takich kompozycji brakuje. Dużo tu nostalgicznych, stonowanych kompozycji, które bez wyrazu rozpływają się we własnym muzycznym sosie. Aż szkoda, że tylko jeden kawałek po polsku pojawił się na tym albumie, gdyż to właśnie on nieco ożywia całość. "Rzeczy zmieniają się" powstał jednak już o wiele wcześniej i nieco odstaje od całości. A duet z Basią w "Save The Best For Last" to utwór powstały dwadzieścia lat temu, wykonywany niegdyś przez Venessę Williams. Aczkolwiek głos Basi unosi się tu niezwykle świeżo, więc i piosenka prezentuje się przyjemnie. W ogólnym rozrachunku trzeba jednak zauważyć, że "Sings" to mało konkretnie skrojony materiał. Z jednej strony rozmach produkcyjny, z drugiej jakaś namiastka minimalizmu w wybrzmiewaniu instrumentów przynosi jedynie nijaki rezultat końcowy. I ciężaru tego kulejącego albumu nie unosi Mietek jako doskonały wokalista.
  • Sobremesa
    • Sobremesa
    • Anna Maria Jopek
    • cena: 38,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-11-27

    Słoneczne odrealnienie   (2 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "Sobremesa" to wyjątkowo udany romans Anny Marii Jopek z muzyką portugalską, oddający wiele ciepła, nieoczywistego piękna w wyrafinowanych dźwiękach. Może niełatwo pochłonąć tą płytę za pierwszym przesłuchaniem, gdyż wydawać się może zbyt obca, mało emocjonalna i nieco jednowymiarowa, jednak po kilkakrotnym odtworzeniu szybko odchodzimy od takiego myślenia. Tym bardziej, że całość brzmi niezwykle prawdziwie. Zasługa to oczywiście portugalskich gości, którzy nadali autentyczności, nie pozostawiających złudzeń, że mamy do czynienia z czymś głęboko prawdziwym. I mimo wyraźnym akcentom zaczerpniętym z tamtejszej kultury wokalistka ma niesamowity dar łączenia obcych elementów, nie tracąc przy tym swojej polskiej duszy. Dużo na tym krążku słonecznej przestrzeni "Tylko tak mogło być", ale także charakterystycznego fado "Ye Yo" i przyjemnej bossa novy w "Lisbona, Rio i Hawana". Nie zabrakło też ujmującej, nieco surowej melancholii w "Spójrz, Przeminęło". Cieszy fakt dopisania do tej muzyki polskich tekstów, które niezwykle pasują do nietutejszych dźwięków, gdzie w prosty sposób, uchwycono pierwiastki z ludzkiego życia. Zasłuchując się w tych kompozycjach z czytelnie nakreśloną warstwą słowną głównie przez Marcina Kydryńskiego, życie wydaje się nieco mniej przytłaczające, a problemy dnia codziennego spływają do nieistotnych chwil, których trzeba się pozbywać. Taki obyczaj łatwości w uchwyceniu rzeczy prozaicznych staje się czymś o wielokroć ważniejszym. Ten krążek potrafi pochłonąć swoim zjawiskowym klimatem, nie przytłaczając nadmiernym wyszukaniem i przekombinowaniem. Nie ma tu miejsca na silenie się, sztuczność oraz brak porozumienia z inną kulturą muzycznych doznań. Być może czasem chciałoby się zachłysnąć jakąś większą ekspresją, która przypomni, że muzyka z tamtego regionu może odznaczać się również dramatyzmem, jednak to niedopełnienie nie zaniża ujmującej zawartości "Sobremesy", gdzie pewne odrealnienie od tego co popularne w muzyce rozrywkowej przyniosło pierwszorzędny rezultat.
  • Sen o przyszłości [Jewelcase]

    ŁUKASZ DĘBOWSKI 2011-11-25

    Przyciągająca melodyjność   (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Debiutancką płytą pt. "Sen o przyszłości" Sylwia Grzeszczak zasłużenie lokuje się w pierwszej lidze polskich wokalistek. Siłą tych kompozycji jest niewątpliwie ich piosenkowy charakter. Wcale nie łatwo odnaleźć kompozycje, które pozostając w nurcie popu, nie rażą pospolitością. I pewnie można zarzucić im pewną patetyczność, nie do końca dobre tekściarstwo, to jednak krążek ten posiada duży magnetyzm. Utwory skrojone z dużym rozmachem, rozwijającym się dramatyzmem oraz napiętnowanie zaangażowanym wokalem piosenkarki posiadają w sobie siłę przyciągania. Bo trzeba docenić warunki wokalne Sylwii, tym bardziej, że materiał z którym zmaga się nie jest wcale łatwy do zaśpiewania. Omijając pewną manieryczność w głosie, trzeba dostrzec jego rozpoznawalność. Do tego przyciągająca melodyjność wyzwala w tych utworach ogromną przebojowość. Co prawda, większość z nich zbudowana jest w bardzo podobny sposób, jak pierwszy zwiastun z tego krążka "Małe rzeczy", jednak trzeba przyznać, że to staje się właśnie siłą napędową tego wydarzenia. Ujmują swoją zwiewnością, przestrzennym brzmieniem oraz śmiałością aranżacyjną "Leć", "Bajka" i znany już w całej Polsce "Sen o przyszłości". Szkoda, że wszyscy wierzący w kompozytorski talent Sylwii, nie są w stanie przypuszczać, że zdarzają się sytuacje w których artysta kupuje piosenki od nieznanych osób, które sprzedając je, rezygnują z praw autorskich do tych kompozycji. Tak stało się chociażby z tytułowym utworem, który wielbią rozgłośnie radiowe. Niestety to zaniża wartość tej płyty, gdyż nie wiadomo, czy takich sytuacji nie było więcej, bo niemal wszystkie podpisane są nazwiskiem Grzeszczak. Jednakże pozostawiając tą zagadkę, trzeba docenić talent wokalistki, która miała ogromny wpływ na całość tego przedsięwzięcia. Tym samym krążek należy do bardzo udanych i sądząc po zapotrzebowaniu na muzykę zagraną na fortepianie przez samą Sylwię, zasłużenie znajdzie wielu wielbicieli.
(Stron 22)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Promocje - kupuj i oszczędzaj!