ŁUKASZ DĘBOWSKI

Rekomendacje:
- Hard Land Of Wonder
- Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!
- Modern Rocking [Jewelcase]
- Aurum [Digipack]
- No! No! No! [Digipack]
- Granda [CD/DVD]
- Hard Working Classes [Digipack]
- Pin-up Princess [Digipack]
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 221
-
- R.e.s.p.e.c.t
- Natalia Lubrano
- cena: 35,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-05-05
Niejednoznaczność
W Polsce powstają świetne płyty tylko ciągle o tych wartych szerszej uwagi mało kto wie. Do nich należy solowy krążek Natalii Lubrano pt. "Respect". Pełen kobiecej zmysłowości, melodyjnej wrażliwości i pięknego soulowego głosu wokalistki. Do tego wyważona produkcja nie wpycha usilnie do głowy tych piosenek tylko tworzy świeży obraz czegoś bez wątpienia interesującego. Chilloutowe pokłady delikatnej elektroniki podane w lekkości żywych instrumentów ilustrują bardzo spójny klimat, mimo że muzycznie jest tu naprawdę bardzo wszechstronnie. Prócz ponętnego chilloutu, otrzymujemy wyrafinowany pop, porcję nieoczywistego new jazzu, a nawet miękko podanego rytmu reggae. Tak dzieje się w jednej z dwóch piosenek z polskim tekstem, czyli "Moim osobistym aniele" gdzie bujający nastrój wyzwala niezwykle pozytywne emocje. Duża harmonia muzyczna nie pozwala jednak wybrać lepszych kawałków. Ciepło wybrzmiewa z otwierającego całość "Guarantee", nie gorzej prezentuje się bardzo ciekawy, wpadający w ucho utwór "Zapomnę Cię". Pozytywnymi promieniami delikatności dosięga nas kompozycja "Searching" świetnie ukazująca niebywale rasowy głos Natalii. Daleko temu albumowi do klubowych produkcji smacznej Miloopy, macierzystego zespołu artystki (może poza "Twilights" zbliżającej się estetyką do dokonań zespołu). Ta płyta to pewien fenomen na skalę naszego kraju, gdyż ciężko ją przyporządkować do czegoś, co wcześniej powstało na naszym rynku muzycznym. Daleko jej do śpiewnych piosenek wylewających się z rozgłośni radiowych, a jednocześnie nie będącym na tyle hermetycznym projektem by nie móc dotrzeć do większego grona publiczności. Poprzez swoją pociągającą niejednoznaczność muzyczną "Respect" staje się czymś wybitnie wartościowym, wybiegającym poza jakiegokolwiek oczekiwania słuchacza. -
- Moda [Digipack]
- Hania Stach
- cena: 38,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-04-10
Bez monotonii
Druga płyta Hani Stach pt. "Moda", nagrana po wielu latach od debiutu, to bardzo dobrze zagrany pop z wydźwiękiem soulowo-gitarowym. Ładne melodie oparte na bazie instrumentów stanowią autentycznie ważną materię tych piosenek. Odsuwając się od komputerowych tricków i modnych bitów, dostajemy prężną dawkę muzyczną, która jest siłą tego krążka. Wiele tu dynamicznych utworów będących napędem pomiędzy spokojniejszymi chwilami, w których głos wokalistki brzmi w pełni urzekająco. Pewna charakterystyka w wyśpiewywaniu dźwięków i barwa głosu staje się w nich czymś bardzo oryginalnym, mimo, że sama warstwa muzyczna nie zaskakuje niczym innowacyjnym. Na szczęście nie ma tu tanich ckliwości balladowych, no może prócz ocierającego się odrobinę o nadmierną wzniosłość utwór "Będę czekać". Najlepiej wypadają te momenty, które oparte są na niewymuszonej naturalności Hani. Do nich należą ujmujące lekkością przekazu "Bez Ciebie" i "Tylko on". Jednak uwagę przyciągają także bardzo energiczne piosenki ukazujące pewne nawiązania do największych nazwisk ze światowej sceny muzycznej, będące zapewne inspiracją tego wydawnictwa. Magnetycznie w swoim dobitnym przekazie zakreślają swoją obecność "Be My Lover", "I Want To Love You" oraz "Przereklamowane". Cieszy fakt, że niezwykle zdolnej wokalistce udało się uchronić przed przewidywalnością i banałem podążającym za przejaskrawionym śpiewaniem z nadmiarem ozdobników. Idąc w odmiennym kierunku dostaliśmy album nafaszerowany starannym dopracowaniem muzycznym, gdzie każdy element od wokali, poprzez instrumentarium, aż do produkcji ma równorzędne znaczenie i dzięki temu istotność tego wydawnictwa staje się czymś niewątpliwym. Nie napotykając monotonii wybrzmiewanie "Mody" sprawia przyjemność za każdorazowym, wielokrotnym odsłuchiwaniu. Nawet nie do końca istotna warstwa tekstowa nie ujmuje przemyślanej i oszlifowanej formie tej płyty, wypełnionej po brzegi artystycznym sensem. -
- Homemade
- Karolina Kozak
- cena: 39,49 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-04-01
Subtelny urok (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Po wysłuchaniu drugiej solowej płyty Karoliny Kozak pt. "Homemade" trzeba przyznać, że to niezwykle kobiecy album, przepełniony lekkością, intymnością i wyrafinowanym wyrazem nadającym tej muzyce subtelnego uroku. Jednocześnie w zaciszu piosenek kryje się ujmujący charakter wynoszący je ponad przeciętność. Harmonia jaka istnieje na tym krążku powoduje odnajdywanie się w błogim klimacie, ale także niezwyczajnym kolorycie wysmakowania tych kompozycji. Prawda bije z każdej części albumu "Homemade", gdzie przepełnienie wrażliwością wokalistki generuje niezwykłą naturalność w wyśpiewywaniu historii prostymi słowami, dalekimi od kiczu, ale i poetyckiego wydźwięku. Nawet utwór "Bez pytania" o braku weny brzmi magnetycznie. Do tego szlachetnie podana elektronika ciekawie współgra z dalekimi od taniego sentymentalizmu smykami Sinfonii Varsovii. Tak dzieje się chociażby w jednym z lepszych kawałków "I tak bez końca" oraz spojonej delikatnością piosence "S.A.D.". Ładnie prezentuje się "Burza" stworzona na podkładzie modnego ostanimi czasy downtempa, gatunkowi opartemu na zwolnionej pulsacji, a rozpropagowanemu ostanio przez Jamesa Blake'a. Do wybitnych jednak trzeba zaliczyć singlowe "Mimochodem", gdzie niewiarygodna siła przyciągania istnieje w lekkim dramtyźmie, ale i melodyjnej swobodzie tego utworu. Do tego nienachalna przebojowość tworzy obraz czegoś niezwykle interesującego. Z dala od taniego sentymentalizmu objawia się duet z bardzo zdolnym Dawidem Podsiadło w oldschoolowo podanym "Heart Pounding". Trzeba wierzyć, że o tym młodym wokaliście przyjdzie jeszcze nam usłyszeć. Z daleka od piosenkowej przewidywalności powstała jedna z ciekawszych płyt ostatnich miesięcy. Szczypta ambitnego popu, pełnej wdzięku elekroniki i artystycznej naturalności przyniosły atrakcyjny charakter muzyki, w której bez usilnego przypodobania się komukolwiek rozpościera się wciągający w każdej sekundzie jej trwania widok na schludny kawałek czegoś naprawdę pięknego. -
- Blondynka [Digipack]
- Bajm
- cena: 37,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-03-26
Świeża estetyka (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Słuchając nowej płyty zespołu Bajm pt."Blondynka" nie można mieć wątpliwości, że wypełniły ją dobrze skrojone piosenki, bezpiecznie zarysowane gitarową otoczką, podkreślającą melodyjną całość. Jednak zaglądając do książeczki budzi się pewne niepokojące pytanie - na ile to jeszcze Bajm, a na ile firma podpisująca się pod kompozycjami zewnętrznych twórców? Dlaczego przez 9 lat nie powstały utwory stworzone przez ludzi będących częścią tej grupy(poza zamykającym "Zostań dla mnie" Marii Dobrzańskiej)? Bo jak się okazuje największy udział na tym krążku miała Beata Kozidrak, która oczywiście napisała wszystkie teksty, wyśpiewując je w sposób doskonały, a także przyjmując rolę producenta nadzorującego. Wygląda na to, że panowie nie mieli nic do powiedzenia, odnajdując jedynie rolę rzemieślników szlifujących te w większości udane kompozycje, napisane m.in. przez Michała Grymuzę. Swój wkład mieli także Paweł Sot i Adam Abramek, współtworzących "Białą armię" oraz realizujących dotychczas solowe projekty wokalistki. Jednak to nie do nich należy ciekawie rozbudowany utwór "Piękne i podłe" (muzyka Kamil Wyziński), gdzie wyrafinowane pokłady artystyczne zostały uwidocznione w interesującej formie bogato nasyconej gitarami. Wypełnienie go dramatyzmem i zaskakującymi zwrotami, napędzającymi się w trakcie trwania przyniosło rezultat wymykający się schematycznemu pojmowaniu muzyki zespołu Bajm. Nieprzewidywalność tej piosenki staje się silną pozycją krążka. Do tego głos Beaty Kozidrak dostał doskonały fundament, zaznaczając tu swoją pełnię możliwości i charyzmy. Atrakcyjnym momentem są również intrygujące w swej przebojowości i dynamice "Sekrety i kłamstwa" oraz otwierający całość "Alabaster", nęcący zgrabną harmonią dźwięków. Nie zabrakło także spokojniejszych chwil, z których w pamięci pozostaje zamykający całość, choć nieco patetyczny kawałek "Zostań dla mnie". Zresztą wiele tu dynamicznych kompozycji panujących nad błahymi piosenkami, których zespół się nie ustrzegł. "Miłość przeszła obok" i "Marbella" to mało frapujące utwory, nasiąknięte nadmierną ckliwością, wpisujące się w kanon piosenek pisanych "dla szerokiej publiczności", jakże nieodłącznych w repertuarze Bajmu. Wydawać by się mogło, że podobnie wyglądać może radiowa "Góra Dół", jednak dzięki przyciągającej uwagę zabawie słowem, będącym w stylistyce wierszy Bolesława Leśmiana, pozostaje efektownym elementem tego albumu. Bo niestety teksty ocierając się o banał i zbytnią dosłowność nie są najsilniejszym punktem. Oczywistość wylewająca się pod postacią stwierdzeń np. "Jak to jest, że po słońcu deszcz", "Letni wiatr, słońca blask, chwytasz to co ma dla Ciebie świat" staje się wręcz irytująca. Podsumowując, "Blondynka" to jednak bardzo przemyślana płyta Bajmu, mająca spójny wydźwięk koordynujący z produkcją na najwyższym poziomie. Fani na pewno będą usatysfakcjonowani bo otrzymują w większości zbiór piosenek do jakich zespół ich przyzwyczaił. Tyle, że w świeższej, gitarowej estetyce. Przy okazji jest tak, że słuchając można odnieść wrażenie, że gdzieś już to słyszeliśmy, więc tym bardziej odzew na to wydarzenie będzie duży. -
- Mój Big-Bit
- Ania Rusowicz
- cena: 36,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-03-10
Pełna istota (0 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Wydawać by się mogło, że taka płyta jak "Mój Big-Bit" Ani Rusowicz nie mogłaby powstać w dzisiejszych czasach. Nic bardziej mylnego. Ten krążek to nie tyle hołd złożony słynnej mamie wokalistki Adzie Rusowicz, co wzorowe odzwierciedlenie klimatu żywego grania lat 60-70, podanego w świeżej oprawie współczesnej produkcji muzycznej. To jednak nie tylko aura zamierzchłej epoki, ale także jakaś niesamowita więź z niedzisiejszym duchem, objawiającym się w najdrobniejszych szczegółach. Stylistyka tak bardzo "siedzi" w tamtych czasach, że wszelkie smaczki od tekstów do zaśpiewów stają się prawdziwą ucztą dla konesera dobrej muzyki. Tak na pozór niemodny nastrój tego albumu staje się jego siłą napędową. Do tego niezwykła melodyka tych kompozycji bez cienia syntetycznych zabiegów brzmi doskonale. Trudno jest wyodrębnić, które piosenki skomponowane zostały dzisiaj przez Anię w kolaboracji z zespołem, a które przed laty i pochodzą z repertuaru zespołu Niebiesko-Czarni. Najlepszym tego przykładem niech będzie świetnie zbudowany na rytmie żywych instrumentów utwór "Ślepa miłość". Nie gorzej wypada "Babskie gad-anie", gdzie gościnnie pojawia się Ania Dąbrowska. Premierowy materiał nie ustępuje nawet takiemu szlagierowi, jakim jest chociażby "Za daleko mieszkasz miły". Niezwykła wrażliwość i słuch muzyczny oddają niesamowitą atmosferę właściwie niewystępującą już w dzisiejszej muzyce. Bo to nie tyle zachłyśnięcie się modnym ostatnio retrostylem, ale oddanie całego kunsztu i myślenia, które zanikło wraz z nowymi możliwościami technologicznymi współczesności. Prócz tego artystka posiada charakterystyczne warunki wokalne stając się istotną częścią tej niezwykłej energii. Wydarzenie niebagatelne, bo "Mój Big-Bit" to płyta nietuzinkowa, wymykająca się kanonom pojmowania muzyki jako czystej rozrywki, pięknie malującą przeszły obraz artystyczny, zaszczepiając jej pełną istotę w teraźniejszości. -
- Ania Teliczan
- Anna Teliczan
- cena: 39,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-03-09
Niedojrzałość
Pomimo pewnych pomysłów zawartych na debiutanckim albumie Ani Teliczan całość jawi się niestety dosyć płytko. Krążek zatytułowany po prostu "Anna Teliczan" to zbiór piosenek w modnym ostanio stylu retro lat 60, gdzie żywe instrumenty miały nadawać charakteru i oryginalności. Nie stało się tak ponieważ wybrzmiewanie tych kompozycji jest oschłe, omijając jakąkolwiek emocjonalność, nie oddaje w żaden sposób tamtejszego klimatu. Infantylność przewijająca się przez te utwory rujnuje namiastki przyzwoitości tego wydarzenia. Owszem być może nie najgorzej prezentuje się "One True Lover" nacechowany pewnymi zadowalającymi znamionami przebojowości, gdzie osobowość wokalistki nie do końca została schowana pod skostniałą produkcją tej płyty. Jednak ciężko doszukiwać się na siłę innych pozytywów. Do tego pojawiają się momenty wręcz irytujące. "Miłość to muzyka" kuleje tak mocno, że nawet głos staje się w tym kawałku drażniący. Zresztą już początek całości staje się kontrowersyjny i ciężki do opiewania optymizmem w zaprezentowaniu idei tego albumu. "Między nami" tnie słuchacza ciętymi dźwiękami pozbawionymi przyjaznej aury i konstruktywnej wyrazistości. Do tego za każdym razem pojawia się pytanie, gdzie podział się ten świetny wokal ujmujący swoją intensywną barwą? Pozostał jedynie przedszkolny pop zabarwiony nieśmiałym pobrzdękiwaniem szlachetnych instrumentów. Ani Teliczan nawet przez chwilę nie udała się sztuka oddania kolorytu odmiennej muzyki, która miała wykraść się ze szpon wszechogarniającej nas sztampy. Brak na debiucie pięknego nastroju, który nieprzerwalnie potrafi tworzyć Ania Dąbrowska oraz dojrzałości w zaprezentowaniu niedzisiejszego klimatu, tak wyraźnie cechującego pierwszą płytę Ani Rusowicz. I jeśli chcemy posłuchać pełnych emocji wyrażonych pełnokrwiście to lepiej sięgnąć po płyty tych pań, a także światową ligę tj. Adele, Amy Winehouse lub Duffy. Płyta Ani Teliczan została skrojona pod standardy komercyjnych programów typu talent show, nie oddając w żaden sposób odmiennej specyfiki niewspółcześności twórczej oraz wrażliwości, którą na pewno wokalistka posiada. -
- My
- Edyta Górniak
- cena: 44,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-03-02
Oszlifowany pop (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Na nowej płycie Edyty Górniak pt. "My" wokalistka próbuje pogodzić z różnym skutkiem nowoczesne, popowe brzmienie ze śpiewną balladą, która jednak występuje w znacznej mniejszości. Ci którzy pokochali artystkę za płytę "Perła" będą bardziej usatysfakcjonowani. Dużo tu muzycznej świeżości zaczerpniętej ze światowych trendów, przetaczających się przez współczesne parkiety. I trzeba przyznać, że oszlifowanie ich na miarę polskości nie przynosi wstydu, aczkolwiek dopomina się o większą oryginalność. Niezwykle żywiołowo prezentuje się porywający "Consequences" oraz dający orzeźwienie "Let's Save The World". Co do spokojniejszej części albumu, ta wypada bardziej na korzyść samej Edyty. "Obudźcie mnie", czy chociażby "Nie zapomnij" to kompozycje stworzone na ciągle doskonałe warunki wokalne, gdzie emocjonalnej ekspresji dodaje im niezaprzeczalny przekaz i głos znakomitej wokalistki. Pozytywnie wypada też bardzo melodyjny kawałek "Perfect Heart", z ładnie podanymi gitarami Bogdana Kondrackiego. Zresztą jego wkład w ten album jest niebagatelny. Prócz zajęcia się stroną instrumentalną, jest również współkompozytorem i producentem, co odbiło się zdecydowanie na korzyć tego krążka. Do wpadek można zaliczyć zamykający całość utwór "Sens-is", gdzie banalny podkład muzyczny zniweczony został dodatkowo efektem auto-tune. Przefiltrowany głos prezentuje się absurdalnie. Trzeba również wspomnieć o tekstach, gdzie wspomaganie m.in. przez Karolinę Kozak nie przynosi ujmy temu wydarzeniu. Pewnie możnaby zarzucić, że Edyta nie wprowadza nic interesującego w swoją twórczość, podąża jedynie wytartymi szlakami, gdzie brakuje miejsca na coś bardziej wartościowego. Jednak trzeba powiedzieć sobie jedno, że artystka posiada swoją klasę, do której ciągle trudno jest sięgnąć wielu popowym woklistkom. I mimo, że ta twórczość nie zasługuje na miano ponadczasowej oraz wybitnej, to ciągle nie przynosi jej wstydu, gdyż poziom jest na tyle wysoki by móc konkurować na pewnym gruncie ze światową ligą. A uprawiając taką muzykę o to chodzi, żeby tworzyć niezaściankowy pop, który sprawdzi się nie tylko na gruncie polskim. Jeżeli sięgać to najwyżej i to się w pewnym sensie udało, mimo, że ciągle można narzekać, że to nie jest godziwy repertuar dla wybitnej wokalistki. -
- Czerwony album
- Coma
- cena: 37,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-02-13
Czytelność twórcza
Wreszcie o płycie Comy można powiedzieć, że jest prawdziwie interesującym wydarzeniem. "Czerwony album" to odejście od przeintelektualizowanych tekstów i rozciągniętych do granic wytrzymałości, ciężkich w skonsumowaniu kompozycji. Postawienie na rockowe brzmienie, ale bez silenia się na pseudoartystyczne podteksty przynoszą pierwszorzędny rezultat. W końcu mamy do czynienia z konkretnym podejściem do gitarowego grania, gdzie czytelność tych piosenek nie zabija w nich charakterystycznego dla zespołu, mięsistego wydźwięku, nasyconych dużą istotnością. Całość została zamknięta w spójnej i jednocześnie skończonej formie. Wszystko jest przemyślane i zapięte na ostatni guzik, w bardziej przejrzystej konstrukcji. To, że mamy do czynienia z soczystym, rockowym i wciąż bezkompromisowym graniem, można przekonać się już na początku płyty. "Białe krowy" odzwierciedlają po części charakter tego albumu. Nie brakuje jednak jeszcze mocniejszej ofensywy, gdzie siła uderzenia staje się wręcz potęgą. Tak dzieje się chociażby w rozpędzonej "Deszczowej piosence", opisującej szarą codzienność Łodzi, rdzeniowego miasta zespołu. Zwraca uwagę także nieco bardziej aktywny muzycznie, jak i tekstowo, wręcz pomnikowo zbudowany utwór pt. "0Rh+", kojarzący się najbardziej z poprzednimi dokonaniami zespołu. Zmienność nastrojów w "Chorym sadzie" daje szeroką rozpiętość emocjonalną. Zaangażowanie muzyczne w tą płytę, mimo prostoty i jasności przekazu jest imponująca. "Czerwony album" Comy to koncepcyjnie najbardziej zwarty zbiór piosenek. Jednak ich sugestywność nie nadaje banalności, stawiając ten krążek na półce z genialnymi dokonaniami w historii muzyki rockowej w Polsce. A do tego Piotr Rogucki to doskonały wokalista, zasługujący na uznanie, chociażby ze względu na wszechstronność twórczą, która w tym wypadku na fundamencie przystępności urodziła coś naprawdę ważnego. Owszem ta płyta to owoc współpracy całej grupy, jednak charyzma lidera w klimacie tego wydarzenia staje się napędem tych kompozycji. -
- To co dobre [Digipack]
- Andrzej Piaseczny
- cena: 35,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-02-08
Surowa oprawa (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
Andrzej Piaseczny na nowym krążku pt. "To co dobre" podąża dobrze znaną drogą, obraną już na poprzedniej studyjnej płycie. Duża w tym zasługa Seweryna Krajewskiego, którego większość kompozycji znalazła tu swoje miejsce. Aczkolwiek słuchając tych piosenek, ciągle istniejących w charakterystycznym popowym brzmieniu, trzeba zauważyć bardziej surową oprawę. Pewne niemodne spojrzenie na zwyczajowo podane melodie dodają świeżości jeżeli chodzi o twórczość Andrzeja. Wyraźnie nakreślone instrumentarium wydobywa jakąś szlachetność. Zasługa to oczywicie współpracy z Henrym Hirschem, który poprzez swoją produkcję za oceanem nadał nieco innego kolorytu. Dużo w tych utworach naturalności, ale niestety też pojawiającej się błahości. Całość nie prezentuje się aż tak bardzo interesująco, by rozsmakowywać się w tym analogowym zaszczepieniu dźwięków. Owszem są chwile prawdziwie przykuwające uwagę, jak chociażby bezpretensjonalnie niosący się na wyraźnie zarysowanych gitarach kawałek "Wielkie lśnienie". Przyciągają urzekającą melodyjnością "Okruchy z jesieni". Pełnią rozpoznawalnej wrażliwości artysty kipi piosenka "Miłość nie chce czekać ani dnia". Więcej tu udanych, stylowych, ale też niekiedy mało porywających momentów. Chwilami być może całość zbyt mocno trąci przewidywalnością, jednak w indywidualiźmie samego Andrzeja Piasecznego nie staje się ona czymś uporczywym. Wokalista i autor tekstów umie przykuwać uwagę swoją prawdziwością przekazu, która wypływa z jego wenętrznej potrzeby dzielenia się nią. I na pewno płyta "To co dobre" jest kwintensencją jego samego. Autentyczność tego wydarzenia wynika z niezaprzeczalnej świadomości artystycznej, którą niewątpliwe Andrzej posiada. -
- Mutanty
- Kobiety
- cena: 35,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
ŁUKASZ DĘBOWSKI 2012-01-17
Pozytywne wibracje (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Płyta zespołu Kobiety pt. "Mutanty" to rzetelnie skrojone piosenki z dużą dawką pop-artowego zabarwienia, gdzie łatwość przekazu w lekkich i pogodnych kompozycjach nie kojarzy się z czymś przewidywalnie miałkim. Pewne wyrafinowanie i ciepło przelewające się w twórczości tej grupy wprowadza pozytywny nastrój. Nie znaczy to jednak, że wszystko jest tak słonecznie podane, gdzie bez odrobiny wysiłku możemy przepuścić tą muzykę przez siebie. Wymykanie się oczywistości przykuwa uwagę. Mimo pozytywnych wibracji teksty zahaczają również o melancholię, a nawet smutek. Z tym, że w klimacie charakterystycznym dla Kobiet, nie są one na tyle odczuwalne i przygnębiające, by wysnuwać z nich głęboko posuniętą ponurość. Prócz zwiewnej lekkości w "Nowym wspaniałym świecie", otrzymujemy też większą istotność chociażby w doskonałych "Radiowozach". Warto zmierzyć się z przebojowością mocno chwytliwego "Guru". Ciekawie też przedstawia się z wyraźnie zarysowanym instrumentarium utwór "Tak pięknie nie kłamał nikt". Zresztą prostota tych piosenek, gdzie poszczególne instrumenty (gitary, kontrabas, puzon, mandolina itd.) są niemal na jednakowym poziomie ważności, przemawia za wartością tego krążka. Do tego nienachalny ton "Mutantów" staje się prawdziwe ujmującym obrazem wyraźnie, lecz bez wstydu zobrazowanych historii. Niemodnie, ale jakże intrygująco w tej plastycznej otoczce kameralnego popu jawi się zespół Grzegorza Nawrockiego.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













