stały recenzent  Jan Franczak

Rekomendacje:

  1. Dusza lwa. Dietrich von Hildebrand (1889-1997)
  2. Tajemnica Graala

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 48

  • Chamowo
    • Chamowo
    • Miron Białoszewski
    • cena: 41,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Jan Franczak 2009-10-14

    Z książek najsłabszych   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Tak niestety powinna nazywać się ta recenzja. Mistrz Białoszewski po prostu przynudza. Być może znajdą się tacy, którzy będą czerpać jakąś masochistyczną przyjemność z brnięcia przez ponad 380 stron druku. Ja do nich nie należę, choć ogromnie sobie cenię inne tomy prozy twórcy "Obrotów rzeczy", m.in. znakomity "Zawał". Wśród pisarskich pamiętników można znaleźć naprawdę rzeczy godne lektury. Ta jednak do nich nie należy. Dwie gwiazdki daję tylko na wyrost i w poczuciu czy raczej łudząc się, że może coś przegapiłem, może jednak czegoś nie zrozumiałem, a po części dlatego, że nawet i tutaj można odnaleźć drobne fragmenty skrzące się prawdziwym blaskiem.
  • Trzech kumpli
    • Trzech kumpli
    • Michał Olszewski
    • cena: 36,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Jan Franczak 2009-02-25

    Prawdziwych przyjaciół poznaje się po... latach   (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Książka „Trzech kumpli” to w zasadzie tak naprawdę suplement do dołączonej płyty, a nie odwrotnie. Zawiera bowiem tzw. „materiały dodatkowe” z reguły zamieszczane przez producentów DVD na tym samym krążku obok filmu stanowiącego główną atrakcję. Tym razem po prostu te niewykorzystane fragmenty zostały przetworzone w formę drukowaną. Nie jest to bynajmniej zarzut, choć publikację warto kupić głównie dla filmu, który był jednym z ważniejszych wydarzeń kulturalnych i medialnych zeszłego roku. I nie jedynie zeszłego roku. Jest to bowiem nie tylko wstrząsająca historia pewnej przyjaźni, w której prawda, choć też nie cała, zostaje wyjawiona dopiero po latach, ale również potężne oskarżenie wymierzone w antylustracyjne lobby. Wystarczy obejrzeć już choćby dwie scenki – jedną z Adamem Michnikiem oraz drugą z Krzysztofem Kozłowskim, by zobaczyć, jak bardzo chwiejne są podstawy, na jakich przez lata budowali oni sprzeciw wobec lustracji. Wymowa tych dwóch epizodów jest tym ostrzejsza, jeśli uwzględni się kontekst całej opisanej historii. Można wówczas postawić pytanie o to, dlaczego niektórzy z uporem maniaka próbują blokować innym prawo do poznania prawdy? Można również zastanawiać się nad tym, jak bardzo skrzywdzono de facto takich ludzi jak Maleszka, nie stwarzając warunków, w których osoby jego pokroju musiałyby uznać swoją winę i poczuć się przymuszone do jej wyznania. Celowo użyłem tutaj słowa „skrzywdzono”, bowiem różnej maści obrońcy kapusiów zazwyczaj właśnie posługują się tym terminem, by chronić dawnych konfidentów, szydząc jednocześnie z faktycznie poszkodowanych domagających się prawdy o przeszłości.
  • Rozmowy polskie latem roku 1983

    Jan Franczak 2008-10-18

    O pocieszeniu, jakie daje rozmowa z bliźnim   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Nie przypadkowo nawiązałem w tytule do klasyki filozofii. Książeczka Rymkiewicza bowiem nie tylko ma "nieco mylący tytuł" i jest "śliczna" - jak określił ją cytowany na okładce Miłosz - ale i też wbrew pozorom dość wyrafinowana. Wystarczy choćby przeczytać fragment rozmowy pana Mareczka z panią Sylwią o kołach historii. Toż to znakomity pastisz platońskich dialogów! Pan Mareczek niczym Sokrates zgrywa wiejskiego przygłupa, prostaczka po to, by zadać parę niebagatelnych, choć wydawałoby się naiwnych pytań, których celem jest wspólne poszukiwanie prawdy. A ponoć od zdziwienia zaczyna się wszelkie filozofowanie. Nie chciałbym tym stwierdzeniem odstraszyć tych czytelników, którym słowo "filozofia" kojarzy się z ciężkim językiem, opasłymi, pokrytymi kurzem tomiskami. "Rozmowy polskie latem 1983" są pełne humoru i tego typu ironii, która nie ma w sobie nic ze zjadliwego jadu, a sporo ze zdrowego dystansu do samego siebie i całą masę życzliwości wobec bliźnich. Choć więc pisane w ponurych latach osiemdziesiątych, "Rozmowy..." nie są wcale ponure. Wprost przeciwnie, czytane po latach, są wciąż aktualne, rozświetlone jakimś wewnętrznym światłem (a może światłem lata po prostu), pełne zachwytu nad otaczającym i podarowanym nam światem. Rymkiewicz żartuje z samego siebie, żarty sobie stroi z zagadnień literackich (jak opisać pieroga tak, by przyszły czytelnik mógł go zobaczyć, wyobrazić sobie i uzmysłowić w pełnej krasie - co też swoją drogą jest ukłonem w stronę Miłosza), żart swój wymierza w samego czytelnika wreszcie. Co nie znaczy, że nie ma tu problematyki poważnej, że nie jest czasem i strasznie, i ponuro, i bardzo, ale to bardzo serio. Można poza tym śmiało stwierdzić, że powieść ta to znakomite wprowadzenie do tematyki twórczości Rymkiewicza w ogóle, bo jak w soczewce skupia jej najważniejsze wątki i motywy. Godna również polecenia jest tym wszystkim, którzy chcieliby się dowiedzieć, co stało się z Jadźwingami, dlaczego Mickiewicz wielkim poetą jest oraz co stanowi najlepsze pocieszenie dla człowieka.
  • Dziennik
    • Dziennik
    • Sandor Marai
    • (towar niedostępny)

    Jan Franczak 2008-10-17

    Mądrość patrycjusza   (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Jeśli zachwyty nad takimi powieściami Maraiego, jak "Wyznania patrycjusza" traktuję jako swoistą perwersję - im nudniejsza książka, tym większe wyrazy uznania krytyków, którzy i tak pewnie nie dobrnęli do końca - to takież same zachwyty nad "Dziennikiem" muszę uznać za w pełni uzasadnione. Odkładając tom zapisków węgierskiego pisarza na półkę mogłem tylko czuć wdzięczność dla tłumaczki, że udostępniła nam ten znakomity wybór i żałować, że nie jest nam dane przeczytać całości. Marai patrzy na świat okiem stoickiego mędrca. I choć nie jest to do końca perspektywa mi bliska i nie zawsze z autorem się zgadzam, a czasami wręcz miałbym ochotę się z nim posprzeczać, to doceniam krytyczny dystans, z jakim pisarz patrzy na wiek XX, a także na czasy swojej młodości, będące przełomem dwóch różnych epok. Ów dystans pozwala mu dostrzec w minionym stuleciu nie tylko to, co złe, szalone, podłe i marne, ale też zauważyć to dobro, które np. w czasach jego dzieciństwa było luksusem dostępnym nielicznym. Być może to ta stoicka równowaga sprawia, że szczególnie przejmujące są te fragmenty, w których Marai traci ją owładnięty emocjami, ulegając uczuciom - jak na przykład wtedy, kiedy pisze o mieście swojego dzieciństwa - Kassie, a zwłaszcza na ostatnich, tak bardzo odrębnych i wstrząsających stronach tego dziennika, stanowiących zapis starzenia się, choroby, postępującej samotności i rozpaczy po śmierci bliskiej osoby. Miłośników literackich "fast-foodów" muszę jednak ostrzec - nie jest to książka na kilka jesiennych wieczorów, to lektura na długie tygodnie, a nawet miesiące, wymagająca namysłu i spokojnej refleksji.
  • Kinderszenen
    • Kinderszenen
    • Jarosław Marek Rymkiewicz, Jarosław Marek Rymkiewicz
    • cena: 36,99 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 7 dni)

    Jan Franczak 2008-10-09

    Sceny wojenne z dzieciństwa albo pytania o sens życia i śmierci   (9 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "Kinderszenen" ma siłę rażenia granatu ręcznego, który eksploduje w każdym domu, w jakim czytelnik otworzył tę książkę. Choć nie rani i nie zabija, to wstrząs wywołany eksplozją porusza do głębi, blask wybuchu dociera do najtajniejszych zakamarków duszy i na długo pozostaje w pamięci. Nie jest to bowiem opowieść, wobec której można by przejść obojętnie. Śmiem twierdzić, że jest to jedna z ważniejszych książek polskich wydanych w ostatnich latach, po "Wieszaniu" zaś kolejna autorstwa Rymkiewicza budząca tyle emocji i kontrowersji. Niewątpliwie najbardziej dyskutowaną kwestią będzie przy tej okazji sprawa powstania warszawskiego - stanowiącego motyw przewodni tego dzieła - jako "aktu założycielskiego" niepodległej Polski, wydarzenia stawianego przez pisarza na równi z chrztem przyjętym przez Mieszka I, warunkującego i określającego losy przyszłych pokoleń Polaków; szaleńczego zrywu w imię wolności, będącego odpowiedzią na szaleństwo mordowania, jakiemu ulegli Niemcy. A jednak książka ta ma wiele warstw znaczeniowych, nieodnoszących się bezpośrednio do powstania warszawskiego, choć może w jakiś tajemniczy sposób z nim powiązanych. Dla mnie szczególnie poruszające są pytania, jakie Rymkiewicz stawia o sens naszego tu i teraz bytowania, bycia właśnie w tym, a nie innym miejscu, w takim, a nie innym czasie, bycia tą, a nie inną osobą; o więź, jaka łączy nas z każdym żywym stworzeniem i o przepaść, jaką jest niemożność porozumienia z tymi wszystkimi przejawami istnienia, choć podobnie, jak my, pojawiającymi się na chwilę z nicości i do niej powracającymi. Z jednej strony więc mamy na przykład "Życie i śmierć Iwana Waszenki", wydawałoby się pozbawione jakiegokolwiek głębszego sensu, choć paradoksalnie ten sens zyskujące już przez sam fakt, że zostały uwiecznione nie tylko w pozostawionym przez niego przypadkowo zachowanym dzienniku, ale także na stronach "Kinderszenen", tym samym zapadając się w nicość i jednocześnie z tej nicości wyrwane. Z drugiej strony pojawiają się tutaj żółwie, koty i raki oraz ich życie i śmierć, których znaczenia trudno się dopatrzyć, a które może na jakimś głębszym planie, w jakiejś szerszej, niedostępnej nam perspektywie to znaczenie mają, choć wydawać mogłoby się to nam równie absurdalne lub niedorzeczne, jak dla małego żółwia zapadającego się w nicość próba zrozumienia, czym jest dobiegający z ulicy dzwonek tramwaju.
  • Zły demiurg
    • Zły demiurg
    • Emil Cioran
    • (towar niedostępny)

    Jan Franczak 2008-07-30

    Zwietrzała trucizna   (2 z 13 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Otwieramy butelkę, słyszymy charakterystyczne "psyk!". Płyn ma ładną, choć nieco mętnawą barwę. Z początku mocno się pieni. W smaku jakby cierpki, na końcu języka czujemy nawet gorycz, ale momentami przyjemnie łechce podniebienie. Dlatego pijemy dalej. Kiedy butelka jest już prawie pusta, z przerażeniem zauważamy w rogu nalepki trupią czaszkę. Z niepokojem próbujemy odnotować jakieś symptomy zatrucia. Upłynęło już w końcu sporo czasu. Jednak poza lekkim szumem w głowie, nie zauważamy nic niepokojącego. Czujemy co najwyżej lekkie rozczarowanie, choć oddychamy z ulgą. Tak jest ze "Złym demiurgiem" - to zwietrzała trucizna. Być może mogłaby zaszkodzić jakiejś słabszej głowie, ale tej radziłbym lekturę np. "Wyznań" św. Augustyna jako antidotum. Śmieszne jest to, że właśnie chrześcijaństwo porównuje Cioran do "zwietrzałej trucizny". Autor zresztą, pieniąc się z nienawiści, ustawia sobie przeciwnika wygodnie do bicia i wali czym popadnie. Przykład? Z upodobaniem przytacza jako ilustrację chrześcijańskiej myśli Tertuliana, wczesnochrześcijańskiego pisarza, który doszedł do takiej ściany, że... przebił się na drugą stronę i w rezultacie znalazł poza Kościołem. Wydawca, licząc być może, że podbije to sprzedaż, informuje na okładce: "W latach 70' książka znalazła się na indeksie Kościoła katolickiego". Moim zdaniem powinna się znaleźć raczej na indeksie niegroźnych antychrześcijańskich kuriozów. Może tylko z jednym wyjątkiem - należałoby chronić przed nią nastolatków. Cioranowska pochwała samobójstwa w tym przypadku mogłaby mieć dosłownie opłakane skutki.
  • Pięści nad pięściami

    Jan Franczak 2008-07-27

    Józef K. przerywa oklaski   (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Jak czułby się Franz Kafka, gdyby znalazł się nagle w czasach PRL-u? Być może poczułby się tak, jak jeden z bohaterów jego utworów literackich. Zobaczyłby, jak życie w koszmarny (w dwojakim rozumieniu tego słowa) sposób naśladuje literaturę. Być może czując wiercenie w nosie sięgnąwszy po chusteczkę przerwałby mimo woli "niemilknące oklaski", narażając się przy tym na spore nieprzyjemności i uwikłanie w absurdalną sytuację przypominającą przypadki Józefa K.. Tak w wielkim skrócie można by opisać najnowszy zbiorek opowiadań Włodzimierza Paźniewskiego. Są to w przeważającej mierze groteskowe humoreski z czasów PRL-u i okresu przełomu końca lat osiemdziesiątych, choć nie tylko. Gdy czytamy bowiem niektóre z pomieszczonych tu opowiadań (np. "Określone zajścia"), śmiech zamiera nam na ustach. "Pięści nad pięściami" to jedna z tych książek, które raz otwarłszy zamyka się dopiero po przeczytaniu ostatniego zdania. Warto więc wrzucić ją do torby podróżnej wybierając się na wakacje - podróż pociągiem lub deszczowy dzień w górach upłynie niepostrzeżenie. A jednak miłośników twórczości Paźniewskiego ten skromnie wydany tomik, pod patronatem Kafki i Gombrowicza, nieco rozczaruje. Puenty niektórych utworów są aż nadto oczywiste niemal od pierwszych paru zdań. Autor wykorzystuje też pomysły znane z jego eseistyki, a więc dla swoich czytelników nienowe. Mam też wrażenie, że to, co w esejach lśni prawdziwym blaskiem, tutaj jakby blaknie, staje się bardziej zwykłe, traci na sile wyrazu. Po przeczytaniu tego zbioru powiedziałbym, że Paźniewski to znakomity eseista i autor dość dobrych opowiadań.
  • Cud Wisły
    • Cud Wisły
    • Adam Grzymała
    • cena: 18,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)

    Jan Franczak 2008-07-18

    "Jak za Szweda, jak za Chmiela", czyli radość z odzyskanej Rzeczpospolitej   (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Czytając "Cud Wisły" nie sposób nie konfrontować tej książki z innymi relacjami z czasów wojny polsko-bolszewickiej. Z literatury polskiej przypominają się choćby znakomite powieści "Nagan" oraz "W polu" Stanisława Rembeka, zaś z utworów pisanych po przeciwnej stronie oprócz opowiadań, niedawno wznowiony "Dziennik 1920" Izaaka Babla. Zarówno w fikcyjnej prozie Rembeka, jak i w pisanym na gorąco dzienniku Babla tamta wojna jawi się ponuro. Dość wspomnieć, że Rembekowi zarzucano w związku z tym nawet sympatie probolszewickie. Babel z kolei pisze o "niekończącej się stypie" i odnotowuje bestialstwo oraz zdziczenie zarówno żołnierzy bolszewickich, jak i polskich (mordy popełniane na Żydach). U Grzymały-Siedleckiego ta sama wojna przedstawia się zgoła zupełnie inaczej. Powiedziałbym wręcz, że w tych pisanych 88 lat temu relacjach czuć jakąś podskórną radość i to radość mimo grozy sytuacji, w jakiej znalazła się wówczas Rzeczpospolita. Skąd ta różnica? Pierwsza odpowiedź jaka się nasuwa, to cele propagandowe. Jako korespondent wojenny autor "Cudu Wisły" musiał też dodawać otuchy, wpływać pozytywnie na morale, pobudzać do działania. Stąd pewnie brak wzmianek o przypadkach niezbyt chwalebnych działań żołnierzy polskich lub po stronie polskiej walczących. Jednak taka interpretacja nie jest w pełni zadowalająca. Myślę, że drugi trop podsuwa... Sienkiewicz. Już czytając zapiski Babla (autor z podziwem pisał o twórcy Trylogii) pomyślałem, że obraz walczących po stronie bolszewików Kozaków przypomina powstanie Chmielnickiego. Widać takie skojarzenie nasunęło się wówczas również Grzymale-Siedleckiemu, bo oto jeden z rozdziałów zatytułował "Jak za Szweda, jak za Chmiela...", a pisząc o przygotowaniach do obrony Lwowa cytuje Sienkiewicza właśnie. Cała książka jest pisana w duchu sienkiewiczowskim, sienkiewiczowski jest jej humor, sienkiewiczowskie niebanalne postaci, sienkiewiczowskie opisy bitew, sienkiewiczowski optymizm... Dorzućmy jeszcze do tego wpływ, jaki powieści tego autora miały na kształtowanie się charakterów polskiego żołnierza, o czym wspomina Grzymała-Siedlecki. Otóż to wszystko nieodmiennie nasuwa skojarzenia z I Rzeczpospolitą, z jej chwałą i potęgą. Stąd ta radość. To radość z odzyskanej Rzeczpospolitej, radość z odzyskanej ciągłości historycznej. Oto żołnierze niepodległej ojczyzny walczą z jej wrogami, tak jak walczyli dwa wieki wcześniej. Dodajmy, że sformułowanie "radość z odzyskanego śmietnika" byłoby tutaj zupełnie nie na miejscu. Autor "Cudu Wisły" nie mógł wówczas przewidzieć, że niecałe 20 lat później ta ciągłość zostanie ponownie brutalnie zerwana na pół wieku. Ale to już zupełnie inna historia...
  • Europa po deszczu
    • Europa po deszczu
    • Włodzimierz Paźniewski
    • cena: 16,49 zł
    • (wysyłamy w ciągu 24 godz.)

    Jan Franczak 2008-06-27

    Europa po wielkiej burzy

    Tak można by nazwać tę książkę, gdyby nie świadome nawiązanie autora w tytule do obrazu Maxa Ernsta, którego jakże wymowną reprodukcję oglądamy na okładce. Albo jeszcze inaczej: "Europa przed i po wielkiej burzy". Lektura zbioru esejów Paźniewskiego jest jak fantastyczna, szalona podróż po Europie, z nagłymi przeskokami przestrzennymi i czasowymi. Oto jesteśmy w Wiedniu, by nagle przenieść się do Buczacza, a następnie do Lwowa lub Triestu. Podróżujemy po cesarstwie austro-węgierskim, by raptem znaleźć się w Berlinie roku 1933, za chwilę na przedmieściach Monachium 1936, gdy "kilkunastoletni chłopiec z drużyny Hitlerjugend (...) zerwał ze ściany krucyfiks i wyrzucił go na ulicę z okrzykiem: «Leż tam, ty wstrętny Żydzie!»", a zaraz potem niespodziewanie lądujemy w czasach biblijnych, słuchając proroka Jeremiasza mówiącego o płonących księgach. Rzeczywistość w tych esejach jest wielopiętrowa, bogata, ma pełno dziwnych zakamarków, podwórek i podwóreczek, parków i zapuszczonych ogrodów, bocznych uliczek odchodzących od ulic i traktów dobrze znanych. W jednym z poprzednich zbiorów Paźniewski tak pisał o sztuce eseju: "Talent eseistyczny to nade wszystko umiejętność odnajdywania związków między zjawiskami mającymi na pozór niewiele wspólnego. (...) Esej przypomina w równym stopniu grę, co skupienie, gdyż podejmuje wyzwanie krótkiej formy i ma powikłane kontakty ze współczesnością". A gdzie indziej dodawał: "Przydatna, zwłaszcza w eseistyce, filozofia okruchów, w epoce załamania wartości (...) każe zbierać kawałki rozbitych waz, nawet jeśli nigdy nie uda się złożyć naczynia". Natomiast w znakomitej "Nostalgii Wiedeń" z obecnego zbioru pisze o eseju przyrównanym do "swobodnej «wędrówki po tematach», bez konieczności oddawania się w niewolę metodzie". Ta garstka cytatów doskonale charakteryzuje eseistykę samego Paźniewskiego. W "okruchach", które zbiera autor "Europy po deszczu", często przegląda się, jak w kawałku zwierciadła cała niemożliwa do ogarnięcia rzeczywistość. Jakiś szczegół, zaskakujący detal, który być może umknął naszej uwadze, zostaje wydobyty i wyeksponowany, by scharakteryzować epokę, zatopioną pod falami czasu cywilizację czy zawiłości historii lub duszy ludzkiej. Ot, choćby przykład z pięknej "Mszy litewskiej": "Za czasów rosyjskich pewien właściciel restauracji wileńskiej, odwiedzanej przez oficerów carskich, umieścił na ścianie następujące ogłoszenie: «Strzelając do luster, nie pozbywasz się siebie»". "Europa po deszczu" jest pełna takich perełek. Także w postaci krótkich, celnych aforyzmów. Albo niespodziewanych konceptów, jak choćby gdy pisarz pisze o Europie jako sferze wpływów rzeczownika i przymiotnika czy gdy charakteryzuje polską lub austro-węgierską mentalność poprzez taniec. A więc gra i skupienie, fajerwerki wyobraźni, świeże spojrzenie na sprawy zdawałoby się dobrze znane, jątrzenie narodowych ran bez publicystycznych uproszczeń, chwile zachwytu, gdy następuje kondensacja myśli i uczuć bliska poezji.
  • Na szczytach rozpaczy

    Jan Franczak 2008-06-07

    Wielki poemat rozpaczy   (5 z 8 uznało tę recenzję za pomocną.)

    "Gdyby istniał bóg smutku, z pewnością wyrosłyby mu skrzydła czarne i ciężkie, na których nie mógłbym polecieć do nieba, lecz tylko do piekieł". Ten piękny poetycki obraz wiele mówi o książce "Na szczytach rozpaczy". Charakterystyczne, że otwierający tom esej nosi tytuł "Być lirycznym", a pośród pozostałych znajdziemy jeszcze jeden zatytułowany "Liryzm absolutny". Bo też żywioł liryczny jest tym, co dominuje w całej książce, a zawarte tu teksty chyba właściwiej byłoby nazwać prozą poetycką lub - jeszcze lepiej - poematem prozą. Liryzm jest paradoksalnie siłą i słabością tego tomu. Siłą, bo uwodzi czytelnika wyczulonego na poetyckość. Czyta się "Na szczytach rozpaczy" z jakimś wewnętrznym drżeniem, ulegając gorączce myśli autora, gubiąc wątek i wracając do przeczytanych już zdań, by na nowo dać się porwać wzburzonemu, kipiącemu jak wezbrana rzeka lawy nurtowi. Motyw ognia, płomieni i ognistej kąpieli pojawia się tutaj nie przypadkiem, nie przypadkiem też pojawiają się tak często słowa "paroksyzm", "chaos", "rozpacz"... Cioran jest jak słodka trucizna. Uwodzi stylem, jak piękna, acz zepsuta kobieta swym wdziękiem. Sam autor pisze o sobie: "Nieskończenie bardziej lubię ludzi opanowanych przez wielkie namiętności, które zżerają ich i przyprawiają nawet o śmierć, niż zrównoważone usposobienie mędrców, znieczulające ich zarówno na rozkosz, jak i na ból. Mędrzec nie zna tragizmu namiętności, nie zna strachu przed śmiercią, nie wie też, co to poryw i ryzyko ani barbarzyńskie, groteskowe bądź wzniosłe bohaterstwo". A gdzie indziej Cioran stwierdza: "Cenię tylko prawdy witalne, organiczne i spermatyczne, bo wiem, że nie istnieje prawda, lecz są tylko prawdy żywe, owoce naszego niepokoju". I tutaj właśnie objawia się słabość liryzmu Ciorana. Można by złośliwie zapytać: "Czy prawdą jest, że prawdy nie ma?". A jeśli tej prawdy nie ma, to dlaczego autor z taką pewnością siebie głosi swoje poglądy? Skąd ta pewność, że czeka nas nicość? Skąd wie, że to mędrcy się mylą, a nie on? Skąd to przekonanie, że najważniejsza jest miłość i że to miłość nas ocala? Przecież w świecie pozbawionym sensu nic sensu nie ma! Trzeba przyznać, że sam Cioran broni się przed zarzutem sprzeczności, twierdząc, że jest ona typowa dla naszej egzystencji. Sprytne rozwiązanie, które pozwala na pisanie nawet piramidalnych bzdur w porywach młodzieńczej namiętności ("Na szczytach rozpaczy" to debiutancka książka nieżyjącego już pisarza). A jedną z takich bzdur jest choćby to stwierdzenie: "W chrystianizmie nie ma miłości, lecz tylko pobłażliwość". Wyobrażam sobie, że to właśnie z tej "pobłażliwości" np. o. Maksymilian Kolbe oddał swoje życie za nieznanego mu współwięźnia Auschwitz! Nie chcę przez to powiedzieć, że Ciorana nie warto czytać. Warto! Bo choć sączy w duszę słodką truciznę (na którą trzeba mieć silne antidotum), choć potrafi napisać rzeczy, z którymi nie sposób się zgodzić, to z drugiej strony pobrzmiewa jak pogański Hiob lub Eklezjastes. Mógłbym bez trudu przytoczyć zdania, które brzmią niemal jak parafraza "Księgi Koheleta". Pamiętać jednak trzeba, że "Na szczytach rozpaczy" to rozszalały nurt poezji, a w jego odmętach obok zwodniczych wirów pobłyskują i szklą się okruchy prawdy.
(Stron 5)

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Wszystkie zapowiedzi w Merlinie >>

Nowości - polecamy!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!