stały recenzent  Paweł Roman

Recenzje:

Liczba wszystkich recenzji: 3

  • W kraju niewiernych

    Paweł Roman 2006-12-30

    Zbiór bardzo nierównych opowiadań. Od kiepskich do świetnych   (16 z 18 uznało tę recenzję za pomocną.)

    Po przeczytaniu jednym tchem około dwudziestu książek autorstwa Lema, wpadł mi w ręce zbiór opowiadań Jacka Dukaja pt. "W kraju niewiernych". Siłą rzeczy, trawiąc lekturę Dukaja tkwiłem jeszcze głęboko w Lemie i nie mogłem uniknąć porównań. Na początku krótko: uważam, że warsztatowo i koncepcyjnie "W kraju niewiernych" stoi o klasę niżej od Lema, a jedynie tytułowe opowiadanie (in partibus infidelium) równa poziomem do mistrza polskiego s-f. Schemat wielu opowiadań Dukaja jest podobny - na początku wprowadzane są dziesiątki pojęć i opisów, z których czytelnik nic nie rozumie, a które wyjaśniają się (niekiedy tylko częściowo) wraz z postępem fabuły. Taka technika nie jest zła sama w sobie, ale - po pierwsze: Lem stosując ją (np w "Powrocie z Gwiazd") potrafił robić to stokroć lepiej (z prostego powodu - u Lema było znacznie więcej science a mniej fiction, u Dukaja proporcje te są dokładnie odwrotne), a po drugie - Lem stosował to tylko niekiedy, a Dukaj stosuje tę technikę prawie cały czas, gdy zorientowalem sie w tym schemacie moje nastawienie przed kolejnym opowiadaniem Dukaja było: "dobra, muszę jakoś przetrwać te pierwsze tragiczne 10 stron, a potem będzie lepiej". I rzeczywiscie - z reguły tak było. To, co najbardziej mnie razi u Dukaja, to fakt, że w wielu momentach popuszcza wodzy wyobraźni w tak dużym stopniu, że całe opowiadanie jawi się raczej jako nierealna bajka. Geniusz Lema i jego przewaga nad Dukajem polega na tym, że potrafił opisać światy przyszlosci, historie science-fiction, ale na tyle sprytnie osadzone w rzetelnych naukach ścisłych, że pierwiastek fikcji był bardzo lekki, łatwy do przełknięcia, wręcz nieodczuwalny. W efekcie bohaterowie i swiaty Lema były bardziej plastyczne, realne. Moje krotkie opinie o kolejnych opowiadankach: - "Ruch generała". Prócz standardowego schematu Dukaja na rozpoczęcie opowiadania tzn. nie wiadomo, o co chodzi, dziesiątek neologizmów itp. - raczej brak ciekawszej treści. Bajka, która przypomina momentami Sapkowskiego, tyle że ten napisałby coś podobnego dziesięć razy sprawniej, trzymajac czytelnika w napięciu (a nie - jak Dukaj - w stanie konfuzji) już od pierwszych zdań. - "IACTE". Ciekawy i intrygujący początek, potem jednak gorzej. Do pewnego momentu fabuła dobrze skonstruowana, ale potem następuje wyraźne obniżenie lotów i przesunięcia ciężkosci ku czystej metafizyce i science-fiction, w tym gorszym wydaniu, tj. z naciskiem na totalne fiction. Monolog Saint-Pierce'a w ogóle nieprzekonujący w warstwie naukowej, totalna fantazja. - "Irrehare". Tradycyjnie konfundujący początek, ale potem bardzo dobrze. Gra komputerowa z intefrejsem rodem z Matrixa (przy okazji: Lem napisał znakomite opowiadanie oparte na tym pomyśle już w latach 60-tych) i gracze uwięzieni przez błąd systemu. Zakończenie bardzo dobre i niebanalne. - "Muchobójca". Przeciętne. Treść mało interesująca, to, co wyszło najlepiej, to bardzo plastyczna postać tytułowego bohatera. I parę śmiesznych momentów, z dobrym poczuciem humoru (duchy sunące do stolika z jedzeniem i komentarz uciekajacych bohaterów: "zeżrą nam te kurczaki! - niech sie udławią!") - "Ziemia chrystusa". Bardzo dobre opowiadanie. Wstęp tradycyjnie nieumiejętny i nużący (świadomość, że 20 stron dalej zostaną wyjaśnione pewne rzeczy naprawdę nie jest wyznacznikiem dobrej konstrukcji opowiadania!), ale po wstępie - świetna akcja i znakomity klimat. Autentyczny dreszcz tajemniczości i świetna narracja od momentu, gdy bohaterowie pojawiają się na nowo odkrytej Ziemi. Ciekawe i dojrzałe przesłanie, skłaniajace do głębokiej refleksji. - "Katedra". Opowiadanie dobre w formie, raczej słabe w tresci. Niewiele do przemyślenia po zakończeniu lektury. - "In partibus infidelium". Zdecydowanie najlepsze opowiadanie. Świetna forma i równie świetna treść. Dowód na to, że Dukaj potrafi napisać opowiadanie bez efektu pierwszych 10 nużących stron. Od samego początku intryguje, żadnych niejasności zamiast tego sprawna fabuła służąca tylko jako pretekst do dojrzałych rozważań filozoficznych. Lektura tego opowiadania to czysta przyjemność intelektualna od początku do końca.
    • The Chemical Wedding
    • Bruce Dickinson
    • (towar niedostępny)

    Paweł Roman 2005-05-11

    Wybitna płyta

    Można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że ta płyta dorównuje płytom Iron Maiden z udziałem Dickinsona, a nawet je przewyższa. Wydaje się że Ironi ugrzęźli w jednym stylu, w kółko grając bardzo, bardzo podobne piosenki - co prawda na bardzo przyzwoitym poziomie, ale nic ponad to. Na tym tle Chemical Wedding była dla mnie uderzeniem świeżości. Muzyka jest cięższa i jednocześnie bardzo melodyjna, nie brak klawiszy i świetnie wykorzystanych efektów gitarowych. Praktycznie wszystkie piosenki, może z wyjątkiem King in Crimson czy Machine Man to prawdziwe perełki, przebijające hity Iron Maiden. Jakość nagrania jest znakomita, technika prezentowana przez gitarzystów świetna, słychać wyraźnie prawdziwe zawodostwo, fach muzyczny, a nie tylko praktykę nabytą przez amatorów w trakcie długolegniego grania. Radzę zwrócić uwagę na perkusję i porównać (ach te porównania z Iron Maiden!) do Dance of Death - monotonia łupania Ironów jest przeraźliwie widoczna (słyszalna?). Co do wokalu - głosu Dickinsona reklamować chyba nie trzeba! Czysta moc. Podsumowując piosenki na tej płycie: hit hit hitem pogania. Płyta - mus dla każdego fana "klasycznej muzyki ciężkiej". Melodyjność i bogactwo, ale bez krztyny kiczu, za to z ciężkością, powerem i świetną techniką. Wybitna płyta.
    • The Chemical Wedding
    • Bruce Dickinson
    • (towar niedostępny)

    Paweł Roman 2005-05-11

    Wybitna płyta

    Można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że ta płyta dorównuje a nawet przewyższa płyty Iron Maiden z udziałem Dickinsona. Wydaje się że Ironi ugrzęźli w jednym stylu w kółko grając bardzo bardzo podobne piosenki - co prawda na bardzo przyzwoitym poziomie ale nic ponad to. Na tym tle Chemical Wedding była dla mnie uderzeniem świeżości. Muzyka jest cięższa i jednocześnie bardzo melodyjna, nie brak klawiszy i świetnie wykorzystanych efektów gitarowych. Praktycznie wszystkie piosenki może z wyj. King in Crimson czy Machine Man to prawdziwe perełki przebijające hity Iron Maiden. jakość nagrania jest znakomita, technika prezentowana przez gitarzystów świetna, słychać wyraźnie prawdziwe zawodostwo, fach muzyczny a nie tylko praktykę nabytą przez amatorów w trakcie długolegniego grania :) Radzę zwrócić uwagę na perkusję i porównać (ach te porównania z Iron Maiden!) do Dance of Death - monotonia łupania Ironów jest przeraźliwie widoczna (słyszalna?). Co do wokalu - głosu Dickinsona reklamowac chyba nie trzeba! Czysta moc. Podsumowując piosenki na tej płycie: hit hita hitem pogania. Plyta - mus dla każdego fana "klasycznej muzyki ciężkiej" :) Melodyjność i bogactwo ale bez krzyny kiczu, za to z ciężkością, powerem i świetną techniką. Wybitna płyta.

Podziel się swoją opinią i napisz recenzje produktów dostępnych w naszym sklepie. Zbieraj pozytywne oceny, zdobywaj piórka i znajdź się w grupie najlepszych recenzentów Merlin.pl.

Wyślij wiadomość
Napisz do nasZadzwoń do nas
tel. +48 (22) 321 91 91
fax +48 (22) 321 91 92
kontakt z konsultantem
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta
Kontakt z Biurem Obsługi Klienta

Zapowiedzi - zamów już dziś!

Promocje - kupuj i oszczędzaj!