Ireneusz Wis
lat prawie 40, czytam, jak nie czytam to fotografuje, a jak nie fotografuje to słucham muzyli głownie prog rocka i smooth jazz, zapomniał bym czasami jeszcze pracuje
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 16
-
- My, dzieci z dworca ZOO
- F. Christiane
- (towar niedostępny)
Ireneusz Wis 2007-04-01
Mam 9 lat... (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
...i tę książkę przeczytałam przez niedzielę. Uważam ją za bardzo fajną i pouczającą, nigdy nie czytałam lepszej książki. -
- Xenna moja miłość
- Łukasz Gołębiewski
- (towar niedostępny)
Ireneusz Wis 2007-02-07
Czasami, szukając absolutu, paplamy się w błocie (3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)
Seks, punk, alkohol. Strach przed zaakceptowaniem, że miłość to odpowiedzialność za drugą stronę. Czy można kogoś kochać do szaleństwa i nie wpuścić w swoją "strefę prywatną". To tylko kilka pytań, które stawia w swojej szokującej książce Łukasz Gołębiewski. Ta publikacja opowiada o życiu bez celu. Główny bohater ma wszystko: pieniądze pozycje i miłośc kobiety nadzwyczajnej. Ma też coś więcej nieograniczoną niczym miłość własną. Co zwycięży miłość do kobiety czy egoizm. Wszystko na tle szybkiego życia na krawędzi doprawione punkiem czy może post punkiem. Jeżeli byłeś w Jarocinie, jeżeli Dezerter dla ciebie to nie tylko uciekinier z armii, a do tego jesteś w wieku, kiedy zaczyna się kryzys wieku średniego, musisz to przeczytać. -
- Praktyczny kurs fotografii
- Łukasz Gaweł
- cena: 47,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Ireneusz Wis 2006-09-03
Nareszcie coś o fotografii, a nie elektronice (32 z 36 uznało tę recenzję za pomocną.)
Wiedzy nigdy dość, zmieniając aparat czasami warto też postarać się o zdobycie nowych umiejętności. Nim wybrałem tę pozycję przewertowałem kilkanaście innych. Strzeżcie się. Tytuły zwykle są mylące, jeżeli w tytule pada jeszcze zwrot "fotografia cyfrowa" to możecie być pewni, że większość książki beęzie o kabelkach, kartach i programach komputerowych. Tu ta wiedza też oczywiście jest, ale ograniczona do niezbędnego minimum. Autor nie ogranicza się za to w opisie zasad kompozycji, malowania światłem czy wyszukiwania własnego stylu. Dokładnie zróżnicowano techniki pod względem obiektu fotografi, jest portret, góry, dzieci czy uroczystści rodzinne. Jeżeli chcesz podnieść swoje umiejętności fotografii, a nie zostać grafikiem komputerowym to książka dla ciebie. -
- Kod Leonarda da Vinci (okładka czerwona)
- Dan Brown
- (towar niedostępny)
Ireneusz Wis 2004-03-28
Kochamy spiski
Kochamy spiski!. Jak to wspaniale, gdy za to co się dzieje wokoło, można kogoś obwinić. Gdy wina nie jest nasza, a jakiejś wszechpotężnej organizacji, a gdy do tego ta organizacja ma 2000 lat. I gdy jej przeciwnikiem jest inna potężna organizacja na przykład Kościół Katolicki. O takim konflikcie opowiada najnowsza książka Dana Brona „Kod Leonarda daVinci”. Jej akcja rozgrywa się dwutorowo - po pierwsze śledzimy działania mnicha zabójcy, mające na celu znalezienie i odebranie starożytnego artefaktu z rąk tajemnego bractwa, po drugie, i ta warstwa jest chyba ciekawsza, poznajemy „alternatywną” historie cywilizacji łacińskiej. Ta popularna od lat 80 kontrowersyjna hipoteza przedstawiona szerokiej publiczności za pomocą takich pseudonaukowych bestsellerów jak „Święty Graal Święta Krew” autorstwa Baigenta, Leigha i Lincolna czy „Templariusze” Picknetta i Princa. Ta opowieści zaczynająca się w IV wieku naszej ery za czasów I Soboru i ciągnąca się do dzisiaj stanowi główny smaczek książki. Autor w sposób bardzo umiejętny połączył postacie autentyczne, jak tytułowy daVinci czy Newton z teoriami prezentowanymi w wyżej wymienionych publikacjach. Książka stanowi również grę z wiedzą historyczną czytelnika. Na uwagę zasługuje również główny bohater, znany już czytelnikowi z „Aniołów i Demonów” Rober Landom. Jest on przeciwieństwem klasycznego bohatera powieści sensacyjnej, nie umie strzelać, broń wręcz mu ciąży, jest modelowym wręcz przykładem wykładowcy akademickiego w tweedowej marynarce, specjalista od symboli. Brown podobnie jak Grisham intelekt uczynił główną bronią swojego bohatera. A umysł Landoma jest tak ostry, że w finale … (szczegółów nie zdradzę). Niezwykle warte uwagi jest również miejsce akcji - prowadzi ona nas przez dwie europejskie stolice, a w nich przez najbardziej uznane muzea i kościoły pełne ukrytych tajemnic. Pomimo faktu, że opisane wydarzenia dzieją się w czasie 24 godzin, mamy okazję poznać tych tajemniczych lokacji przynajmniej kilka. Jedną z myśli kołaczących mi się w głowie podczas lektury był pomysł zorganizowania sobie wycieczki do Paryża i Londynu i zobaczenie na własne oczy miejsc opisanych przez Brona. W oczekiwaniu na środki i czas musiałem się jednak zadowolić wizytą na internetowej stronie autora www.dambrown.com, gdzie znajduje się spora kolekcja fotografii opisywanych lokacji i dzieł sztuki, i tu jedna rada zajrzeć po zakończonej lekturze, nie w trakcie, bo cześć fotografii zdradzi zakończenie. Podsumowując, jeżeli chcesz się dowiedzieć, dlaczego uśmiecha się Mona Lisa, dlaczego na „Ostatniej Wieczerzy” pędzla Leonarda daVinci nie ma kielicha, a przede wszystkim, czym jest i gdzie się znajduje Święty Graal, musisz koniecznie nową książkę Browna przeczytać. Ta licząca 560 stron publikacja potrafi wciągnąć czytelnika - w moim przypadku był to weekend z krótką przerwą na obiad. Jakakolwiek próba odłożenia książki kończy się niepowodzeniem, opowieść jest zbyt pasjonująca. Wrażenie psuje tylko posłowie do wydania polskiego, stanowiące coś w rodzaju napisanego chyba na wszelki wypadek wytłumaczenia się przed ewentualny zarzutami o nieprawomyślność, co w tak tradycyjnym i katolickim kraju, jak nasz może się przydać. Poza tym chyba nic nie służy książce tak dobrze, jak mały skandal i kontrowersje wokół niej. Mam nadzieję, że w kolejnych wydaniach posłowie zostanie usunięte i nie będzie psuć wrażenia po naprawdę znakomitej i relaksującej książce. -
- Kod Leonarda da Vinci (okładka niebieska)
- Dan Brown
- (towar niedostępny)
Ireneusz Wis 2004-03-28
Kochamy spiski
Kochamy spiski!. Jak to wspaniale, gdy za to co się dzieje wokoło, można kogoś obwinić. Gdy wina nie jest nasza, a jakiejś wszechpotężnej organizacji, a gdy do tego ta organizacja ma 2000 lat. I gdy jej przeciwnikiem jest inna potężna organizacja na przykład Kościół Katolicki. O takim konflikcie opowiada najnowsza książka Dana Brona „Kod Leonarda daVinci”. Jej akcja rozgrywa się dwutorowo - po pierwsze śledzimy działania mnicha zabójcy, mające na celu znalezienie i odebranie starożytnego artefaktu z rąk tajemnego bractwa, po drugie, i ta warstwa jest chyba ciekawsza, poznajemy „alternatywną” historie cywilizacji łacińskiej. Ta popularna od lat 80 kontrowersyjna hipoteza przedstawiona szerokiej publiczności za pomocą takich pseudonaukowych bestsellerów jak „Święty Graal Święta Krew” autorstwa Baigenta, Leigha i Lincolna czy „Templariusze” Picknetta i Princa. Ta opowieści zaczynająca się w IV wieku naszej ery za czasów I Soboru i ciągnąca się do dzisiaj stanowi główny smaczek książki. Autor w sposób bardzo umiejętny połączył postacie autentyczne, jak tytułowy daVinci czy Newton z teoriami prezentowanymi w wyżej wymienionych publikacjach. Książka stanowi również grę z wiedzą historyczną czytelnika. Na uwagę zasługuje również główny bohater, znany już czytelnikowi z „Aniołów i Demonów” Rober Landom. Jest on przeciwieństwem klasycznego bohatera powieści sensacyjnej, nie umie strzelać, broń wręcz mu ciąży, jest modelowym wręcz przykładem wykładowcy akademickiego w tweedowej marynarce, specjalista od symboli. Brown podobnie jak Grisham intelekt uczynił główną bronią swojego bohatera. A umysł Landoma jest tak ostry, że w finale … (szczegółów nie zdradzę). Niezwykle warte uwagi jest również miejsce akcji - prowadzi ona nas przez dwie europejskie stolice, a w nich przez najbardziej uznane muzea i kościoły pełne ukrytych tajemnic. Pomimo faktu, że opisane wydarzenia dzieją się w czasie 24 godzin, mamy okazję poznać tych tajemniczych lokacji przynajmniej kilka. Jedną z myśli kołaczących mi się w głowie podczas lektury był pomysł zorganizowania sobie wycieczki do Paryża i Londynu i zobaczenie na własne oczy miejsc opisanych przez Brona. W oczekiwaniu na środki i czas musiałem się jednak zadowolić wizytą na internetowej stronie autora www.dambrown.com, gdzie znajduje się spora kolekcja fotografii opisywanych lokacji i dzieł sztuki, i tu jedna rada zajrzeć po zakończonej lekturze, nie w trakcie, bo cześć fotografii zdradzi zakończenie. Podsumowując, jeżeli chcesz się dowiedzieć, dlaczego uśmiecha się Mona Lisa, dlaczego na „Ostatniej Wieczerzy” pędzla Leonarda daVinci nie ma kielicha, a przede wszystkim, czym jest i gdzie się znajduje Święty Graal, musisz koniecznie nową książkę Browna przeczytać. Ta licząca 560 stron publikacja potrafi wciągnąć czytelnika - w moim przypadku był to weekend z krótką przerwą na obiad. Jakakolwiek próba odłożenia książki kończy się niepowodzeniem, opowieść jest zbyt pasjonująca. Wrażenie psuje tylko posłowie do wydania polskiego, stanowiące coś w rodzaju napisanego chyba na wszelki wypadek wytłumaczenia się przed ewentualny zarzutami o nieprawomyślność, co w tak tradycyjnym i katolickim kraju, jak nasz może się przydać. Poza tym chyba nic nie służy książce tak dobrze, jak mały skandal i kontrowersje wokół niej. Mam nadzieję, że w kolejnych wydaniach posłowie zostanie usunięte i nie będzie psuć wrażenia po naprawdę znakomitej i relaksującej książce. -
- 4
- Wilki
- (towar niedostępny)
Ireneusz Wis 2002-09-28
Bywało lepiej
To nie jest zła płyta tak, jak nie jest złą płyta "All that you can't leave behind" U2. Ale tej płycie dużo brakuje do starych Wilków tak, jak U2 strasznie daleko do "Drzewa Jusuego". Baśki czy Urko słucha się niezwykle przyjemnie, ale nie powoduje ta muzyka takich emocji, jak kiedyś Madame. Robercie, zastanów sie nad tym.
- 1
- 2






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













