Michał Wiśniewski
Rekomendacje:
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 10
-
- Mechanize
- Fear Factory
- cena: 55,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Michał Wiśniewski 2010-09-05
Powrót w wielkim stylu (2 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
O tym, że Fear Factory to prekursorzy cyber-metalu (czy jakkolwiek nazwać ich muzykę) nie trzeba nikogo przekonywać. Ale o tym, że w 2010 roku do składu wróci Cararez i nagrają tak świetną płytę, tego się nie spodziewałem. Po bardzo słabym albumie, jakim był "Trasgression" zapakowałem Fabrykę Strachu do szufladki z wielkimi przegranymi. A tym czasem chłopaki zebrali się do kupy, usuwając przy tym dwa najsłabsze ogniwa ze składu. Z Genem Hoglanem na bębnach i Dino Cazarezem na gitarze, FF wysmażyło album, który można śmiało postawić na półce obok Obsolate czy Demanufacture. Fear Factory już dawno nie byli w tak świetnej formie, a utwór tytułowy, Fear Campaign, czy (moim zdaniem największy killer na płycie) utwór Powershifter to najlepsze tego potwierdzenie. Polecam w szczególności wszystkim fanom wcześniejszych dokonań Cazareza i spółki. Moc wróciła, a dziś już nie martwię się o dalszą karierę Fear Factory. Ta stutonowa lokomotywa wróciła na odpowiedni tor. Tyle mojego, sami posłuchajcie, a się przekonacie!!! -
- Unplugged
- Alice In Chains
- cena: 37,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Michał Wiśniewski 2010-01-28
Inne, choć piękne oblicze Alicji
W pewnym momencie bardzo popularne się stało pokazywanie akustycznego oblicza przez zespoły grające ciężką muzykę. Niektórzy uważali to za wyzwanie, inni za zawracanie głowy... Z Alice In Chains było nie co inaczej. Zespół Jerrego Cantrella praktycznie już nie istniał. Ale tuż przed ostatecznym schyłkiem uraczył nas przecudowną dawką pięknej akustycznej muzyki. Był to także jeden z niewielu momentów, w których zespół mógł w pełnej krasie zaprezentować materiał z mini albumów "SAP" i "Jar Of Flies". Mamy tu więc takie cukiereczki, jak "Nutshell", "Brother", "Got Me Wrong", czy "No Excuses". Ale oprócz tego Alicja zaproponowała akustyczne aranżacje takich killerów, jak: "Would?", "Rooster", "Down In A Hole", "Sludge Factory". Wspaniała i melancholijna dawka muzyki. Jednakże, kiedy obejrzy się zapis video widać, w jak słabej kondycji zdrowotnej był wtedy Layne Stanley. Choć do końca jego głos brzmiał, jak za najlepszych czasów. Można nawet pokusić się, że "Unpluged" to pewna forma pożegnania wokalisty z fanami. Mimo, że płytę wieńczy premierowy utwór "Killer Is Me", to przez kolejne 14 lat Alicja nie nagrała żadnego premierowego materiału, a Layne prawie 10 lat później zmarł z powodu przedawkowania narkotyków. Polecam tę płytę wszystkim fanom Alice In Chains. Obiecuję, że akustyczne oblicze Alicji łykną i pokochają, tak samo mocno, jak ja. -
- Death Magnetic [Digipack]
- Metallica
- cena: 53,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 7 dni)
Michał Wiśniewski 2010-01-28
Powrót do korzeni
Ludzie, ludzicha, czy zdajecie sobie sprawę, że przez ostatnie 19 lat Metallica wydała zaledwie 5 płyt z premierowym materiałem? Ostatnio kiedy to policzyłem to się ciut zdziwiłem. Biorąc pod uwagę niestabilną formę zespołu, który wszedł z wielką pompą do rock n' roll "Hall Of Fame", oraz fakt, że należy do tzw. wielkiej czwórki thrash metalu, gdzieś w na dnie serca kołatała się myśl, że może chłopaki się opamiętają i nagrają coś wreszcie z jajami i po staremu. No i wszystko się zgadza. "Death Magnetic" to płyta, która klimatycznie nawiązuje do starych dokonań z najlepszych czasów (moim zdaniem w największym stopniu do "...And Justice For All"). Posłuchajcie pierwszych utworów: "That Was Just Your Life", "End Of The Line, Broken", "Beat And Scarred" - to czysta thrashowa energia, albo "Cyanide", "All Nigthmer Long" (co za riffy!!!!), a ponad to Metallica powróciła do grania utworów instrumentalnych i to jak za dawnych czasów było, jako przedostatni utwór na płycie. Kirk Hammet przeprosił się ze swoją gitarą i znów raczy nas solówkami, Hedfield śpiewa, jak za najlepszych lat, na basie gra jeden z najbardziej utalentowanych muzyków w tej dziedzinie, tylko pan Ulrich trochę odstaje od reszty, ale bądź, co bądź to legenda. Uwielbiam tę płytę, słuchałem jej chyba z 1000 razy i uważam, że Metallica wróciła mocniejsza niż kiedykolwiek. Nie chcę porównań do Megadeth, Anthrax czy Slayer, bo Metallica to Metallica - największy metalowy zespół na świecie. Polecam wszystkim tym, co zwątpili po Czarnym Albumie (aby przekonali się, że znów dobrze się dzieje) oraz tym, którzy zaczęli od Load (żeby zobaczyli prawdziwe oblicze tego zespołu). PS. Wreszcie pozbyli się Boba Rocka, jako producenta. Ferajna Ricka Rubina zrobiła super robotę. -
- Christ Illusion [Special Edition]
- Slayer
- (towar niedostępny)
Michał Wiśniewski 2007-09-20
Płyta fajna, DVD beznadziejne (1 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Znowu zaatakował nas wirus zwany reedycją płyty w rok po premierze. Nowa okładka, jeden bonusowy utwór i kiepściutki materiał DVD to trochę mało, żeby ponownie na najnowszy album Slayera wydać przeszło 60 złotych. Jeżeli chodzi o zawartość audio, to zarzutów brak. Choć przyznam się szczerze, że utwór "Final Six" wraz z teledyskiem do "Eyes Of The Insane" i koncertowym "South Of Heaven" mógłby ukazać się na drugim singlu z płyty "Christ Illusion". O jakości materiału DVD mówić nie zamierzam, gdyż tak naprawdę nie ma o czym. Film składający się ze strzępków zdjęć z trasy koncertowej puszczony na tle studyjnych numerów w żaden sposób do mnie nie przemawia. Żałuję bardzo, że limitowana edycja "Christ Illusion" nie pojawiła się razem z pierwszą wersją płyty. Wtedy ocena tego materiału, jako całości byłaby z pewnościš inna, a tak za część audio daję 5 gwiazdek, za DVD - 1. Średnia ocena - 3, inaczej wyjść nie chce. PS Uwaga!!! Płyta tylko dla kolekcjonerów. -
- (Set This) World Ablaze
- Killswitch Engage
- (towar niedostępny)
Michał Wiśniewski 2007-09-20
Rewelacja!!! To po prostu trzeba zobaczyć!!!
Istny cukiereczek wśród metalowych wydawnictw DVD. Miłość od pierwszego wejrzenia i wierność przez kolejne kilka miesięcy. Mogłem ten materiał oglądać w kółko i na okrągło. Ale po kolei. Po pierwsze: koncert. Zarejestrowany przez kilka kamer, doskonale oddający energię, moc i magię występów Killswitch Engage. Jeżeli chodzi o repertuar to mamy tu przekrój wszystkich największych "hiciorów" grupy z trzech pierwszych płyt: "The End Of Heartache", "Fixation On The Darkness", "My Last Serenade", "Numbered Days" czy "Take This Oath". Po drugie: bonusy - część każdego DVD, które chłonę z największą przyjemnością, w szczególności, że w przypadku (Set This) World Ablaze jest na czym oko zawiesić. Film o formacji Adama Dudkiewicza mógłby służyć za wzorzec dla innych artystów. Nie uwidzimy tu bandy pijanych muzyków rockowych wyjących do księżyca, ale bardzo ciekawą produkcję opartą na wywiadach z muzykami zespołu, a także zespołów zaprzyjaźnionych, przeplataną fragmentami z koncertów, ze studia i wydarzeń pozascenicznych. Istna perełka. A na deserek, dla tych, którzy po prawie dwóch i pół godzinie Kliswitchowego łojenia nie mają dosyć, zespół dorzucił wszystkie teledyski, oczywiście z trzech pierwszych płyt. Szkoda, że skala ocen kończy się na pięciu, bo dałbym znacznie więcej. To trzeba mieć i zobaczyć, poczuć, przeżyć i smakować. -
- Transgression
- Fear Factory
- (towar niedostępny)
Michał Wiśniewski 2007-09-20
Zmęczenie materiału
Nigdy nie myślałem, że powiem tak okropne słowa o jednym z moich ulubionych zespołów. A jednak stało się. Fear Factory nagrał beznadziejną płytę. Od początku do końca, pomimo kilku ostrzejszych fragmentów, całość jest przeraźliwie nudna i całkowicie pozbawiona jaj. Po tak rewelacyjnym powrocie na scenę, jakim był album "Archetype", "Trasgression" odbieram, jako zmęczenie materiału. Może Burton C. Bell i spółka za szybko nagrali nową płytę. Może za dużo miejsca poświęcili na interpretacje cudzych utworów (cover "I Will Follow" z repertuaru U2 to istna porażka i żenada). W każdym bądź razie mając na uwadze rewelacyjny debiut formacji Dino Cazaresa - Divine Heresy, następna produkcja Fear Factory może okazać przełomem lub ostatecznym schyłkiem kariery fabryki strachu. -
- Among The Living
- Anthrax
- cena: 34,49 zł
- (wysyłamy w ciągu: 14 dni )
Michał Wiśniewski 2007-02-14
Absolutna klasyka (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Niech zamilknie na wieki ten, co przed Anthraxem czapki z głowy nie zdejmie. I może formacja dowodzona przez Scotta Iana nigdy nie dorównała popularności Metallice czy Slayerowi, co by jednak nie mówić Anthrax należy do prekursorów trash metalu. "Among The Living" to kamień milowy w twórczości tej grupy. Numery takie, jak: "Indians", "I Am The Low", "Caught In A Mosh", "NFL", to dzisiaj absolutna klasyka. Mógłbym się nawet pokusić o stwierdzenie, że "Among The Living" można położyć na tej samej półce obok "Master Of Puppets" i "Reign In Blood". To jeden z najbarwniejszych albumów metalowych tamtych czasów. Czysta energia, szybkość, moc i zniszczenie. Ten, kto uważa się za fana muzyki metalowej i jeszcze nie kupił tej płyty, niech się wstydzi! -
- Anthrology: No Hit Wonders (1985-1991)
- Anthrax
- (towar niedostępny)
Michał Wiśniewski 2007-02-14
Doskonale podumowanie 16 lat działalności (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
No wreszcie, materiał uprzednio wydany w 1991 roku na VHS-ie "P.O.V. (Presistence Of Videos)" doczekał się wersji DVD. Właściwie tylko obszerna jego część, ale dobre i to. "Anthology" to zbiór prawie wszystkich teledysków grupy wydanych w latach 1985-1991. Mamy tu prawdziwe perełki "Madhouse", w którym jako statysta występuje brat Scotta Iana, "I'm The Man" w wersji koncertowej i studyjnej, "Belly Of The Beast", "Got The Time", "Who Cares Wins", koncertowe "I Am The Law", "Metal Thrashing Mad" czy "Among The Living". W porównaniu z P.O.V. zabrakło clipu do "Antisocial", za to na otarcie łez mamy dodatkowo wspomniany wcześniej "Among The Living" i "Armend And Dangerous", pochodzące z pierwszej taśmy VHS Oedivnikufesin. Jako dodatek panowie z Anthrax serwują nam komentarz do każdego z utworów. Jednym słowem gratka dla fanów, choć ja osobiście i tak wolę P.O.V. -
- Tajemnica Aleksandry
- Rolf de Heer
- (towar niedostępny)
Michał Wiśniewski 2007-02-14
Jeden z najlepszych filmów, jakie widziałem w życiu (3 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Już dawno żaden film mnie tak nie wciągnął, jak "Tajemnica Aleksandry". Długo pozostawałem pod sporym wrażeniem. I nie zobaczycie w nim ani obślizgłych robali, ani ścielącego się gęsto trupa, tylko czysto psychologiczny film, tak tajemniczy, że aż przerażający. Ponad półtorej godziny seansu mija w oszałamiająco szybkim czasie. Z zapartym tchem czeka się na kolejne sekundy przepełnione coraz śmielszymi pomysłami Aleksandry. Jeżeli jeszcze nie widzieliście tego filmu, to najwyższy czas to zmienić. "Tajemnica Aleksandry" udowodniła mi po raz kolejny, że filmy psychologiczne mogą być bardziej okrutne niż niejeden horror, thriller czy inne tego typu obrazki. Polecam!!! -
- Vs
- Pearl Jam
- (towar niedostępny)
Michał Wiśniewski 2007-01-16
100% grunge (1 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Na tę płytę czekałem z większym spięciem niż na następcę Dirt innego tuza grunge Alice In Chains. Po tak niewiarygodnie udanym debiucie, jakim było "Ten" (a dla mniej bardziej wtajemniczonych po płycie Mother Love Bone protoplasty Pearl Jam), bałem się, że spółka kompozytorska Ament - Gossard trochę się wypali. Nic jednak bardziej mylnego. Od samego początku Pearl Jam udowodnił, że nie bez przypadku nazywa się ich obok Nirvany, Soudgarden i wspomnianego już wcześniej Alice In Chains - ojcami grunge. Druga płyta Amerykanów jest jeszcze bardziej udergroundowa, brudna i grunge'owa od swojej poprzedniczki. Muzyka sprawia, że jesteśmy bezlitośnie kopani przez takie numery, jak: "Go", "Animal Glorified G", "Blood", "Rivievmirror", "Leach", by pomiędzy tymi killerami rozpłynąć się przy uroczej balladzie "Doughter" lub złapać oddech przy "W.M.A.". To płyta, która po przeszło 14 latach egzystencji wśrod tysięcy innych płyt sprawia, że w dalszym ciągu czuję ten sam dreszczyk emocji słuchając kolejnych odsłon vs. W 1993 roku jeden z naszych krajowych artystów o ps. Lech Janerka wypowiedział się o płycie vs., że to album stworzony i nagrany na siłę. Aż boję się pomyśleć co powiedzieliby panowie z Perłowego Dżemu, gdyby zagłębli się w twórczość wyżej wymienionego grajka. W każdym razie dla mnie bomba. Szkoda, że później po zmianie pałkera Pearl Jam dopiero na "Yield" pokazał, że odrobina grungowej krwi nadal płynie w ich żyłach. Gorąco polecam wszystkim fanom i osobom, które jeszcze nie miały okazaji poznać dokładniej tworczości Pearl Jam.






Merlin in English






![Myśliwiecka [Digipack] - Artur Andrus](/Mysliwiecka_Artur-Andrus,images_small,4,MYSTCD188.jpg)













