Informacja
Wszystkie kategorie
Zobacz wszystkie
Zobacz wszystkie
Zobacz wszystkie
Zobacz wszystkie
Zobacz wszystkie
Zobacz wszystkie
Zobacz wszystkie

Czy najpierw książki, czy ekranizacje?

            Coraz więcej książek otrzymuje swoje filmowe (lub serialowe) ekranizacje. Nic w tym dziwnego – zdarzają się bowiem powieści tak oryginalne i kreatywnie napisane, że niejednemu scenarzyście część z tych pomysłów nie wpadnie nawet do głowy.

            Nie wspominając już o tym, że gdy ktoś podejmuje decyzję o ekranizacji jakiejś historii, zwykle ma już ona swoich fanów – potencjalnych odbiorców, którzy także będą chcieli przekonać się, jak ich książkowi ulubieńcy wypadli przed kamerami – na większym lub mniejszym ekranie.

            Kiedy jednak stoi się przed decyzją, czy najpierw przeczytać książkę, na której to podstawie był film (lub serial) – lub czy najpierw warto obejrzeć ekranizację (która często w wielu wątkach odbiega od pierwowzoru), zdania ludzi są podzielone. Powstają dwie grupy: tych, którzy najpierw czytają powieść, aby później wytykać ewentualne nieścisłości w fabule na ekranie oraz na tych, którzy najpierw chcą się zaskoczyć filmową historią, by później w zaciszu swojego domu dowiadywać się, jak tak naprawdę powinna wyglądać ta historia.

            Jedni przychodzą z konkretnymi oczekiwaniami w stosunku do ekranizacji. Ci drudzy – mają pewnie ciut bardziej otwartą głowę, bo nie są na przykład przywiązani do tego, że ich ulubiony bohater musi mieć konkretny kolor włosów na głowie.

            Gorsze są chyba jednak ekranizacje klasyków – bo z tymi każdy zetknął się w szkole. Czy czytał, czy nie czytał – lektura i tak była omówiona. I każdy swoje wyobrażenia miał. Tak jest chociażby w przypadku „Akademii pana Kleksa” – która to po dobrych kilkudziesięciu latach zyskała szansę na kolejną odsłonę: głównie z racji tego, że nowe pokolenie coraz bardziej zapominało o historii Adasia…

            …a może raczej Ady? W końcu w nowej odsłonie ma być główna bohaterka, a nie główny bohater – bo wiadomo: w świecie kina o wiele bardziej dbają teraz o poprawność polityczną i o to, żeby w jakiś sposób kogoś nie wykluczyć, niż w książkach: szczególnie wydanych w latach 50. XX wieku – gdzie nikogo jeszcze nie obchodziła tolerancja, równość i dbanie o to, aby nikogo nie urazić.

            Jedno jest pewne – współczesny świat coraz bardziej zaskakuje. Czy jednak musi oznaczać to odejście od pewnych kanonów i standardów, aby jak najbardziej odróżnić książkę od jej zekranizowanej adaptacji? Wiadomo, że nie da się przełożyć wszystkich wątków obszernej powieści na fabułę mniej więcej dwugodzinnego filmu. Ale można próbować oddać chociaż najważniejsze punkty. Tyle, że część scenarzystów musi zrobić „po swojemu”…

            O wiele rozsądniejszym rozwiązaniem jest to, aby autor, którego dzieło ma być zekranizowane – jeśli jest on dalej na siłach umysłowych – sam stworzył scenariusz – lub przynajmniej należał do ekipy, która kontroluje, co w danym scenariuszu ma się zawrzeć. Tak było chociażby w przypadku ostatniego hitu – 365 dni Blanki Lipińskiej, który to w social mediach był bardzo powiązany z osobą pisarki – i to po części być może zadecydowało o jego ogromnym sukcesie: bo między książką a filmem były silne powiązania – których zwykle nie ma. Prezes zarządu Merlin.pl potwierdza to swoimi słowami, twierdząc iż: „Nikt tak dobrze nie przedstawi swojego pomysłu zarówno na kartach książki, jak i na klatkach filmu, jak osoba, która w ogóle na dany pomysł fabularny wpadła. Powinno się z tego korzystać, by stworzyć w końcu niesamowite ekranizacje powieści, które wszyscy znamy i kochamy”. Nie sposób się z tym nie zgodzić.

 

Copyright 2022 by merlin.pl All right reserved