Monika Bojanowska

Jestem książkoholiczką i wcale nie szukam na to lekarstwa. Terapii też się nie poddam! Oby mi tylko samo nie przeszło. Nie dość, że czytam, to jeszcze sama napisałam książkę!
Rekomendacje:
- Zapiski oficera Armii Czerwonej
- Lala
- Podróż Bena
- Król kier znów na wylocie
- Piąta góra
- Hermańce
- Biblia złych wiadomości
- Narty Ojca Świętego
- Długa droga w dół
- Pamięć i tożsamość
- Dolina Radości
- Moje pierwsze samobójstwo
- Gra o pałac
- Głuptaska
- Ostatnia wieczerza
- Fabryka muchołapek
- Ostatnia noc w Twisted River
- Psy Tartaru
- Mitologia świata bez klamek
- Bliznobrody
- Flet z Mandragory
Recenzje:
Liczba wszystkich recenzji: 92
-
- Wściekły pies
- Wojciech Tochman
- (towar niedostępny)
Monika Bojanowska 2011-11-29
Prawo wściekłego psa
Uczymy się jak trzymać sztućce, jak zachować przy stole, w pracy, w szkole, siedzieć prosto, nie garbić się, którą stroną ulicy iść w terenie zabudowanym i niezabudowanym, na jakim świetle stać a na jakim przechodzić, mówić przepraszam, dziękuję, proszę. Wciąż uczymy się masę przydatnych i nieprzydatnych rzeczy, ale nikt nas nie uczy jak pomóc w ludzkim cierpieniu. Jak być przydatnym w nieszczęściu, chorobie, jakie słowa pocieszenia i kiedy powinniśmy wypowiedzieć, jak podnieść na duchu... Nikt nas nie uczy się jak sobie poradzić ze śmiercią, prawdą czy chorobą. Przecież nam się to nie przydarza. Innym tak, ale nie mnie. A potem nie radzimy sobie z prawdą, chorobą własną czy cudzą, szukamy winnych a na ustach wciąż mamy Jana Pawła II, krzyż na ścianie czy obrazek Matki Boskiej w oknie, tyle, że brakuje w naszych chrześcijańskich sercach najważniejszego w tej religii: miłości do drugiego człowieka. Nie o religię jednak tutaj chodzi, ale nasze sumienia, naszą wrażliwość czy ludzką solidarność... Tymczasem poddajemy się prawu „wściekłego psa”, czyli opinii społecznej, która pilnuje nas niczym stada baranów, złowrogo szczerząc kły i gotowa w każdej chwili rzucić się na odmieńca. Nie można być innym, nawet jeśli na naszą „inność” nie mamy wpływu tak jak na amnezję, płeć, chorobę, wypadek, to i tak „wściekły pies” się na nas rzuci, bo nie zna tolerancji ani zrozumienia. Ostrość jego zębów już poczuli: kobieta oskarżająca księdza, chłopak z Tourettem, rodzina zaginionej dziewczynki, Janek z amnezją oraz inni bohaterowie reportaży Wojciecha Tochmana. „Wściekły pies” swoją skromną objętością nieco mnie zwiódł. Spodziewałam się szybkiej lektury. Okazało się jednak, że na zaledwie 160 stronach został zawarty potężny ładunek emocjonalny, który potrafi zwalić z nóg. Autor i przedstawione przezeń historie nie pozwalają odwrócić się plecami i rzucić zdawkowe: „mnie to nie dotyczy”. Zmuszeni zostaniemy spojrzeniu nieszczęściu ludzkiemu w twarz brzydka i okrutną, po to, by przygnieciona konsumpcją wrażliwość wreszcie się uaktywniła. Przez „Wściekłego psa” nie przejdziemy lekko, łatwo i przyjemnie, bo to nie barwna i oszukańcza reklama ani słodka opera mydlana. To życie. Prawdziwe życie, które może się stać udziałem każdego z nas. -
- Ostatnia noc w Twisted River
- John Irving
- cena: 38,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Monika Bojanowska 2011-09-16
Z ludźmi wszystko jest możliwe (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Trzeba przyznać, że imponujący rozmiar książki i początkowe rozdziały nie zachęcają do lektury. Historia ojca Dominica i syna Danny’ego, którzy przez śmiertelny przypadek muszą uciekać bez przerwy zmieniając miejsca, imiona i nazwiska, ciągnie się jak makaron spaghetti, ale za to doskonale przyrządzony przez włoskiego kucharza. Zapach włoskiej kuchni niemal od pierwszych kart powieści będzie nam towarzyszył, jeżeli okażemy się cierpliwi, aż do ostatniej kartki. Tak, „Ostatnia noc w Twisted River” to książka dla czytelnika cierpliwego i rozsmakowanego w słowie pisanym, którego wierność tej męskiej historii ojca i syna zostanie wynagrodzona. Przede wszystkim scenami, które mocno zapadają w pamięć i dają wiele do myślenia, jak choćby epizod, gdy Danny odrzucił alkohol, scena z dwulatkiem na drodze i ewakuacja Sajgonu oglądana w telewizorze w chińskiej kuchni. Mnogość miejsc w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, w których na chwilę zakotwiczają Danny i Dominic, wciąż przez lata uciekając przed mściwym i tępawym policjantem, bardzo wiele dostarcza informacji o ludziach, o miastach. Kobiety bardziej lub mniej związane z bohaterami występują w znacznej obfitości, ale książka jest męska i to mężczyźni są bohaterami pierwszoplanowymi. Nie ma jednak powodu, by narratora oskarżać o mizoginizm, bowiem powieść jest naprawdę znakomicie zaplanowaną ucztą obfitującą w smakowite, aromatyczne potrawy i przyczepić się nie ma do czego. Co mnie zafascynowało w tej prozie, to przede wszystkim relacje międzyludzkie. Nic nie jest tylko czarne i białe, proste i doskonałe. W życiu bywają sytuacje, gdy nasza dotychczasowa postawa ulegnie zmianie pod wpływem osobistej tragedii własnej bądź cudzej, jakiegoś przykrego, bądź przyjemnego doświadczenia. Nagle nic nie jest już takie proste, poukładane i dopasowane. Przyjaciel może stać się wrogiem a wróg przyjacielem, bo z ludźmi wszystko jest możliwe. -
- Marina
- Carlos Ruiz Zafon, Carlos Ruiz Zafon
- cena: 37,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Monika Bojanowska 2011-01-13
Rozgrzewka Zafona
Po przeczytaniu kolejnej powieści Zafona pt. „Marina”, na którą rzuciłam się w nadziei, że znów poczuję czarodziejski klimat Barcelony, jeszcze bardziej tęsknię za „Cieniem wiatru”. Barcelona, owszem jest i tajemnic również nie brakuje, ale po przeczytaniu, wciąż czuję niedosyt przygód. Jednak jestem w stanie wybaczyć Zafonowi to moje rozczarowanie, gdyż już w przedmowie nie ukrywa, że „Marina” to jego pierwsza powieść. Zatem wcześniejsza od niedoścignionego „Cienia” i dająca jedynie przedsmak zdolności opowiadania hiszpańskiego pisarza. Pewien młodzieniec, mieszkaniec internatu przy katolickiej szkole, znudzony monotonią zajęć szkolnych i poza szkolnych, wymyka się na samotne piesze wycieczki po okolicy. Dzielnica Barcelony, po której najczęściej spaceruje, to opuszczone miejsce pełne starych zniszczonych willi, których świetność i blask zachowała się jedynie w żałosnych resztkach. Odgrodzone od ulicy wysokim murem, bądź zaniedbaną zdziczałą roślinnością, niegdyś tętniące arystokratycznym życiem, straszą pustką i skrywają swoje nie raz mroczne tajemnice. Pewnego dnia, w trakcie kolejnej samotnej wyprawy, chłopiec natrafia na starą willę, gdzie mieszka Marina, dziewczyna o pisarskich ambicjach wraz z ojcem Germanem, byłym malarzem. Teraz już w towarzystwie świeżo poznanej przyjaciółki, w poszukiwaniu mocniejszych wrażeń, chłopiec wybiera się na… cmentarz. I na przygodę nie czekają długo, bowiem na opustoszałym cmentarzu stają się świadkami dziwnego zachowania ubranej w czerń damy, która kładzie różę na nagrobku z czarnym motylem. Okazuje się, że czyni to z tygodniową regularnością. Śledząc dla zabawy ową damę trafiają do opustoszałej willi z tajemniczą oranżerią. U spowitego mrokiem sufitu wiszą wszędzie jakby ludzkie manekiny a na biurku leży album ze zdjęciami ludzi cierpiących na różne anomalie. Wypłoszeni przez manekiny, nie potrafią zapomnieć o swej przygodzie. Odtąd odkrycie tajemnic opuszczonej willi stanie się celem dwójki bohaterów. Przyniesie jeszcze więcej przygód i tajemnic, które warto z nimi przeżyć. „Marinę” swobodnie można polecać młodzieży. Mieszanina młodzieńczych miłości, tajemnic, grozy i dreszczy powinna zainteresować nawet najbardziej opornego w czytaniu młodego człowieka. A rodziców uspokoi brak scen tarzania się bohaterów w pościeli w miłosnych uściskach. -
- Dzień oprycznika
- Władimir Sorokin
- cena: 27,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Monika Bojanowska 2011-01-13
Jeden dzień spracowanego oprycznika Koniagi...
Wskrzeszona w Nowej Rosji oprycznina ma pełne ręce roboty. Nieustannie walczy z wrogami wewnętrznymi i zewnętrznymi, których mimo pełnej poświęceń pracy funkcjonariuszy, nie ubywa. Pod dowództwem Ojczulka wiernie służy Monarsze i stoi niezłomnie na straży ustanowionego przezeń prawa. Wielka Ojczyzna jest samowystarczalnym rajem wielu narodów, zaś obywatelom zaoszczędzono męki wyboru szczególnie przy zakupach. W państwie Monarchy zasadą jest nieużywanie sprośnego słownictwa. No i Kreml! Kreml jest pomalowany na biało. Oprycznicy, wyposażeni w najnowocześniejszy sprzęt, w wypasionym mercu z głową psa, ze złotym dzwoneczkiem w uchu i ubrani w specjalny strój, przemierzają ogromne połacie Nowej Rosji, aby czuwać nad bezpieczeństwem nowego ustroju. Grabią, palą i gwałcą zgodnie z ustanowionymi zasadami przywracania porządku i likwidowania buntowników. Odpoczywając po ciężkiej pracy korzystają z należnych im przywilejów oraz kosztownych przyjemności. Jest jeszcze „gąsienica”, która łączy opryczników trwalej niż wspólna ciężka robota. Zaskoczy nas świat, w którym zepsuła się już Europa, po której „same cyberpunki arabskie po jej gruzach pełzają” albo Chiny, potęga światowa. Od reszty świata zepsutego i zupełnie Nowej Rosji niepotrzebnego, trzeba było się odgrodzić murem. Aż ciarki przechodzą. Tylko czy to aby na pewno czysta fantazja? Czy też mroczna przepowiednia? -
- Lekka komedia
- Eduardo Mendoza
- cena: 34,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Monika Bojanowska 2010-11-24
W uliczkach Barcelony (1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)
Bezpieczny świat Carlosa Prullasa, znanego barcelońskiego komediopisarza, zostaje poważnie zagrożony przez jeden nierozważny krok. Z pozoru niewinny, błahy romans z początkującą aktorką, romans, jakich wiele już miał w swym życiu znany autor, sprawia, że frankistowski reżim poważnie zaczyna zagrażać owemu bezpiecznemu życiu don Carlosa. Zawiśnie nad nim groźba więzienia, utraty dobrego imienia, atmosfera skandalu, która zniszczy szczęśliwe ognisko domowe. W ciągu kilku tygodni upalnych wakacji, gdy rodzina odpoczywa na prowincji, Prullas słomiany wdowiec, dogląda codziennie prób swej najnowszej sztuki „Pa, pa, cwaniaczku”. Nie jest to ambitna komedia, ale jak dotąd tego rodzaju sztuki zapełniały skutecznie sale teatralne i przyniosły popularność zarówno twórcy, jak i aktorom. Don Carlos wiedzie beztroskie życie, korzystając z uroków posiadania bogatej żony, nie musi się kłopotać pustym żołądkiem ani nawet pustym łożem. No i właśnie jego skłonność do pięknych dziewcząt, a szczególnie do jednej z aktorek, ściąga mu na głowę podejrzenie o morderstwo. Kilka tygodni walki z upałem, z podejrzanymi typkami oraz z podejrzeniami władz, które dopatrują się już wielkiego spisku, zmusza don Carlosa do wielkich zmian, których już nie uda się uniknąć. Jego przygody, których również nie udaje się uniknąć warte są bliższego poznania i dadzą gwarancję, że nie znuży nas długa opowieść. W „Lekkiej komedii” lekko zostaliśmy przeniesieni do Barcelony lat czterdziestych. Bo gdzieżby indziej skoro Eduardo Mendoza jest autorem niniejszej powieści?! Stolica Katalonii stała się już głównym i stałym bohaterem powieści hiszpańskiego pisarza. Za pośrednictwem swych książek znakomicie reklamuje miasto, aczkolwiek w niektóre zaułki lepiej się nie zapuszczać. Barcelonę mamy możliwość poznać w każdym okresie, w każdej perspektywie z dokładnym opisem. Poza reprezentacyjną częścią miasta, zamieszkałą przez bogaczy, poznamy również owe mroczne zaułki, gdzie króluje bieda, brud i przestępczy półświatek. Ale nie ograniczajmy się do Barcelony. Na arenie międzynarodowej wciąż jeszcze trwają procesy norymberskie, gdzie rozlicza się już niemieckich przedsiębiorców z ich bezkrytycznego poparcia dla faszyzmu. Przemilcza się zbrodnie Sowietów. ONZ izoluje Hiszpanię, co świadczy, że rządy w tym kraju wciąż nie są demokratyczne. Na całym świecie swoje triumfy święci epoka kina. Ludzie chcą normalnie żyć bez opowiadania się po stronie jakiejkolwiek ideologii, pracować i móc kupować chleb. A jednak nie dla wszystkich jest normalne życie… -
- Ministerstwo bólu
- Dubravka Ugrešić
- (towar niedostępny)
Monika Bojanowska 2009-12-02
Muzeum jugosławiańskiej codzienności (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
Ministerstwo Bólu ma holenderski adres. Przed piękną fasadą zachodniego świata ustawiono rządkiem niezliczoną ilość, równie poustawianych holenderskich rowerów. Ten porządek oraz pewność, że nagle nie zmienią swych właścicieli czy staną się łupem wandali, to marzenie, którego spełnienie nie każdemu społeczeństwu jest dane. W tym bezpiecznym świecie, ustabilizowanym, wręcz zaklepanym na zawsze, szukają schronienia jugosłowiańscy emigranci. Przybyli z różnych części dawnej Jugosławii. Uciekli z kraju nie w poszukiwaniu łatwiejszego chleba, nie by się dorobić i wrócić w chwale bogacza, ale z krajów ogarniętych wojną, nienawiścią, faszyzmem czy fanatyzmem. Z różnym bagażem wojennych doświadczeń własnych i swoich bliskich zbierają się w jakąś całość, choć ich kraj już jednej całości nie stanowi i stanowić nie będzie. Na amsterdamskim wydziale slawistyki studiuje zaledwie garstka młodych jugosłowiańskich uciekinierów. Uroš, Ante, Selim, Darko, Meliha, Nevena, Igor wraz z wykładowczynią przedmiotu Tanją, starają się żyć czasem teraźniejszym. Nieustannie poszukują własnego miejsca na emigracji, składając siebie z uporem maniaka w jakąś całość. Współczucie dla ofiar wojny nie jest długoterminowe. Z czasem każdy imigrant jest już elementem bezimiennej ludzkiej masy, która dzień po dniu mierzy się z rzeczywistością. Tej garstce młodych ludzi, przychodzących na zajęcia z literatury jugosłowiańskiej, nie jest łatwo zapomnieć, że pochodzą teraz z innych krajów: Serbii, Chorwacji, Bośni czy Słowenii, że lista zbrodni i ofiar po każdej ze stron jest bardzo długa. Dlatego, aby uciec od bolesnego wczoraj, które rozlicza trybunał haski, sięgają dalej w czas przeszły, do Jugosławii. Zakładają „muzeum jugosłowiańskiej codzienności” wrzucając tutaj własne wspomnienia o wspólnej przeszłości. Pozornie znakomity pomysł, do którego wszyscy zgodnie się zapalają, przynosi nieoczekiwane straty i konsekwencje. Lektury takie jak „Ministerstwo Bólu” nie pozwalają się spokojnie odłożyć na półkę i zapomnieć. To nie szybkie telewizyjne migawki z wojennej gehenny, to nie pospieszne, suche relacje korespondentów wojennych, to nie makabryczne zdjęcia ofiar snajpera, za które dostaje się międzynarodowe nagrody, to nie wyciąganie bardziej pikantnych i sensacyjnych wątków wojny w Jugosławii. To bardziej osobiste, mikroskopijne podglądanie skutków tej wojny, spustoszenia w ludzkiej egzystencji, psychice, to rzecz o imigranckiej samotności, ale i ekspozycja zobojętnienia, swojskiego poklepywania po ramieniu i mówienia: „czas goi rany”, „trzeba żyć dniem dzisiejszym” itp., itd. Takie książki zmuszają też do dalszych czytelniczych poszukiwań, do poszerzania wiedzy na dany temat, do grzebania w historii. -
- Fabryka muchołapek
- Andrzej Bart
- cena: 36,99 zł
- (wysyłamy w ciągu: 3-5 dni)
Monika Bojanowska 2009-11-03
Rumkowski Chaim Mordechaj – Czarny Anioł Śmierci czy naiwny zarządca łódzkiego getta? (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
W czasie drugiej wojny światowej działy się „straszne historie, które nie miały prawa się wydarzyć”. Chociaż minęło już ponad pół wieku od początku i końca tej wojny, wciąż poszerza się nasza wiedza na temat tych czasów wzbogacana relacjami nielicznych już świadków tamtych wydarzeń. Wyciągane są na światło dzienne i poddane studiom liczne epizody i fakty, z których zarówno historycy, jak i artyści czerpią pełną garścią. Szczególnie pisarze zawsze wrażliwsi na rzeczywistość pragną przyjrzeć się dokładnie faktom, postaciom i motywom. Niczym wprawni i doświadczeni rzemieślnicy nie tylko potrafią zrobić coś z niczego, ale pokusić się o wyeksponowanie materiału, na tyle aby czytelnika zmusił do refleksji, przyciągnął uwagę a czasem prawdziwie nim wstrząsnął. Nawet sięgając do przeszłości, aby pokusić się o „co by było, gdyby…” uzupełniając w ten sposób białe plamy w historii. Z takim rozwiązaniem alternatywnym zmierzył się Andrzej Bart w swojej powieści o dość intrygującym tytule „Fabryka muchołapek”. Cóż, tytuł może być mylący dla poszukiwaczy taniej rozrywki. Na nieznaną stację, być może gdzieś w Polsce, przybywa pociąg towarowy. Tyle, że towarowe są jedynie wagony szczelnie wypełnione ludźmi z łódzkiego getta, zaś do składu dołączona elegancka salonka z wyjątkowym pasażerem i także byłym mieszkańcem łódzkiego getta. Z wagonów wysypują się wyniszczeni podróżą i głodem ludzie, zaś z eleganckiej salonki wychodzi z podniesioną dumnie głową nobliwy starzec, Mordechaj Chaim Rumkowski. Władca łódzkiego getta, król żydowski, czarny anioł decydujący o życiu i śmierci swych poddanych, może wybawca, może dobroczyńca a może postać tragiczna, która stanęła „przed wyborem nieznanym dotąd ludzkości” czy jak tam jeszcze go nazywają, udaje się na swój proces. Proces, który nigdy nie miał miejsca, ale winien zostać przeprowadzony, zanim wielki Rumkowski podzieli los swoich ziomków i zginie zagazowany cyklonem B w jednej z „łaźni” w Auschwitz. Na hipotetyczny proces zostali wezwani, bądź grzecznie poproszeni o przybycie żywi i umarli świadkowie jego życia i panowania w łódzkim getcie. Zjawiły się tłumy w charakterze publiczności, które także z Łodzią miały wiele wspólnego. Przybyli także goście, którzy nie znali Rumkowskiego, nie mieli żadnych osobistych doświadczeń związanych z wojną, spędzając tamten straszny czas za oceanem. Nawet ich naiwne stwierdzenia typu: „przecież Żydzi gdzieś mogli się ukryć”, zostały wysłuchane, by świadczyły o niemożliwości wydania jednoznacznego sądu o tamtych czasach i ludziach, którym przyszło w nich żyć. Pośród świadków pojawiają się Janusz Korczak, Hannah Arendt i Hans Biebow. Niemal każdy głos „za” czy „przeciw” zostanie wysłuchany i skrzętnie odnotowany. Jednak czy w tym hipotetycznym procesie chodzi tylko o rozliczenie niechlubnej postawy Rumkowskiego? Czy chodzi o tylko jego Norymbergę? -
- O krok
- Henning Mankell
- (towar niedostępny)
Monika Bojanowska 2009-10-21
Mankell: "Świat powieści cechuje wolność." (1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)
„Ależ niektórzy ludzie mają świra! I przy tym na świrów nie wyglądają!” – chciałoby się wykrzyczeć po przeczytaniu kolejnego kryminału Mankella z Wallanderem w roli głównej. Tym razem komisarz z Ystad podejmuje podwójną walkę. Walczy bowiem z własnym organizmem paraliżowanym początkami cukrzycy oraz z seryjnym mordercą grasującym po mieście i okolicach. Początkowo zaginięcie trójki młodych ludzi, niecodziennie obchodzących noc świętojańską, nie budzi podejrzeń nawet u bliskich. Szczególnie, że z różnych miejsc w Europie przychodzą pocztówki z pozdrowieniami od wesołej trójki, która nagle zapragnęła ruszyć w podróż. Ale jedna z matek jest przekonana, że wydarzyło się coś złego. Przeczuwa, coś, co stało się faktem – jej córka nie żyje. Wkrótce w tajemniczych okolicznościach, w swoim mieszkaniu ginie policjant. Koledzy z posterunku dopiero po jego śmierci odkrywają wiele tajemnic z jego życia. Przede wszystkim żywo interesował się zaginięciem trójki młodych ludzi i pomijał ten fakt milczeniem przez wiele tygodni. Jego tragiczna śmierć niezbicie świadczy, że wpadł na trop i prawdopodobnie morderca nie był mu obcy. -
- Bieguni
- Olga Tokarczuk
- cena: 36,99 zł
- (wysyłamy w ciągu 24 godz.)
Monika Bojanowska 2009-10-21
Droga Pani Narratorko! (1 z 2 uznało tę recenzję za pomocną.)
W pierwszych słowach mego skromnego listu, chciałam bardzo serdecznie podziękować za Pani kolejną, wyjątkową powieść. Znów mnie porwała, zniewoliła i unosiła wysoko przez cały czas lektury. Podobnie jak z poprzednimi Pani powieściami: „Dom dzienny dom nocny”, „Prawiek i inne czasy” czy „Gra na wielu bębenkach”, tak z „Biegunami” przeżyłam niezapomniane chwile. Unosiłam się niczym zefirek z opowieści do opowieści, z miejsca na miejsce, z człowieka na człowieka, bo przecież ta ostatnia Pani książka to nieustanny ruch i przemieszczenie, migracja. Razem z Panią oddychałam tamtym powietrzem, przesiąkałam życiem przeszłym i teraźniejszym wszystkich odwiedzonych przez Panią miejsc. Jakże Pani potrafi sugestywnie snuć opowieści… Teraz mój wzrok stał się bardziej uważny, skupiony, ponieważ pragnę podobnie jak Pani ostro widzieć osoby, rzeczy, zjawiska. Nawet te oglądane na co dzień, w Pani opowieści wychylają się ze swej statycznej szarzyzny, mrugają zachęcająco i dostają rumieńców. Przystawałam wraz z Panią w tej podróży i preparowałam wrażenia niczym ciała z gabinetu osobliwości. Odbywałam te wszystkie podróże do wnętrza ludzkiego ciała, po ludzkich problemach, troskach, a potem dalej i dalej za Panią biegłam w zadyszce, by doświadczyć czegoś innego, gnać w nieznane, uciekać od beznadziejnej szarości. Unosiłam się lekko ponad granicami, morzami, górami wciąż do nowych miejsc, ludzi, wrażeń. Od hotelu do hotelu, z lotniska na dworzec, z dworca na prom. Bez końca w niezwykłej podróży wraz z przewodniczką-narratorką. Tylko jedno mnie trapi… Co, do cholery, działo się z żoną Kunickiego przez trzy dni?! -
- Międzymiasto
- Agnieszka Gałuszka
- (towar niedostępny)
Monika Bojanowska 2009-10-21
Kolei polskich czar...
Któż z nas nie ma w pamięci jakiegoś kolejowego epizodu? Choćby gdy w zimie albo w lecie grzeją jednakowo kaloryfery w wagonie, okna się nie otwierają, przedziały są zapaskudzone. Któż z nas nie pamięta przepełnionych do granic możliwości pociągów? Aby zając miejsce siedzące przychodziliśmy wcześniej na peron, a gdy pojawił się nasz pociąg, to zaczęła się prawdziwa walka o przetrwanie. Podróżni ładowali się drzwiami i oknami, podając sobie tą drogą również bagaże i dzieci. No i nigdy nie było gwarancji, że nie spędzimy wielogodzinnej podróży na korytarzu, wyklinając tych, którym chciało się spacerów do toalety. Tak, to były czasy, których nie będą wspominać roczniki dziewięćdziesiąte. Jeśli chcemy powrócić do wspomnień, ale i poznać inne, współczesne opowieści kolejowe, to warto przeczytać „Międzymiasto” Agnieszki Gałuszki. Niezmierzona przestrzeń podróży zostaje wypełniona dworcami, bufetami, poprzecinana torami i zagmatwanymi rozkładami jazdy. Każdy element podróży koleją zostanie dokładnie zbadany i opisany, przez wnikliwą pasażerkę. Podczas swych licznych służbowych podróży zbiera historie, nic nie ujdzie jej uwadze: współpasażerowie, panienka z okienka (w kasie), lektura do pociągu, kolejarze, dworcowi bezdomni. Elementy, części, ludzie, których pośpiesznie mijając w drodze do swego pociągu nie zawsze zauważamy i nie poświęcamy im uwagi. Pasażerka-narratorka obserwuje, wyławia słowa, słucha podróżniczych opowieści, by przekazać je dalej chętnemu uchu czytelnika.






Merlin in English














![To co dobre [Digipack] - Andrzej Piaseczny](/To-co-dobre_Andrzej-Piaseczny,images_small,11,88697994862.jpg)





